Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Coming Home

Coming Home - Pain

Coming Home

Wykonawca:

Pain

Gatunek:

Metal

8 /10

Niewinny projekt Petera Tagtgrena z końcówki lat dziewięćdziesiątych XX wieku doczekał się już ósmego albumu studyjnego. Dzieło nosi tytuł "Coming Home".

Wszechstronnie utalentowany Szwed, znany przede wszystkim z Hypocrisy, a ostatnio też ze współpracy z Tillem Lindemannem, zarejestrował materiał, który dobrze wpisuje się w dotychczasowe nagrania Pain. Znowu mamy tu do czynienia z industrialem i elektro mierzącym się z heavymetalowymi riffami, przy czym Peter Tagtgren z krążka na krążek konsekwentnie ogranicza te pierwsze środki na rzecz mocniejszego grania. W sumie więc w Pain wszystko się zgadza. "Coming Home" okazuje się bowiem logiczną konsekwencją wydanego przed pięcioma laty "You Only Live Twice".

W zawartości albumu można więc odnaleźć sporą grupę przebojowych i dynamicznych kompozycji, niekiedy dość ciężkich jak na standardy tego projektu ("Designed to Piss You Off"), ale w przewadze znajdują się tu numery o dość przystępnej formie ("Call Me", "Absinthe-Phoenix Rising", "Starseed"), czasem w wydaniu schizofrenicznych odjazdów po gatunkach leżących u podstaw projektu ("Pain In The Ass", "Final Crusade"). W sumie jednak, z wyjątkami wskazanymi w przedostatnim akapicie, nie jest to ten kaliber twórczości Petera Tagtgrena, który wywołuje kołatanie serca i dreszcze na skórze, a przecież Pain zdarzało się już tworzyć takie utwory. A może jednak zdarzają się takie fragmenty również na "Coming Home"?

Najpierw wspomnę, że na krążku, tak jak na poprzednich, pojawiły się również ciekawostki, którymi w tym przypadku są albo cover, albo zaproszony gość. Tym razem padło na drugą opcję, bowiem w utworze "Call Me" zaśpiewał Jakim Broden z Sabaton, a w "Absinthe-Phoenix Rising" solówkę zagrał Jonas Kjellgren. Tymczasem w konstrukcji muzyczno-lirycznej "Coming Home" nie brakuje też pikantnego humoru, którym Peter Tagtgren od pewnego czasu wręcz zapycha swoich słuchaczy, niekiedy nawet przekraczając wszelkie granice przyzwoitości (vide nagranie z Tillem Lindemannem). Znalazły się także oczywiste akcenty dotyczące cywilizacji obcych, choć Peter Tagtgren preferuje ostatnio tematy społeczne i związane z równowagą psychiczną.

Jakkolwiek by nie było, na "Coming Home" można też trafić na kompozycje poważne, takie jak filozoficzny i podniosły "A Wannabe", taka też ballada "Coming Home", nadający się idealnie na singla łącznik nowego ze starym, "Black Knight Satellite" i opatrzony piękną wokalizą hymn "Natural Born Idiot". Peter Tagtgren śpiewa w tych utworach jakby z wyrzutami do podupadającego moralnie świata, w domyśle: każdego z nas, a klimat tych kompozycji przywołuje skojarzenia z najlepszymi latami Pain dzieląc się uczciwie industrialem i metalem. Sądzę więc, że temu projektowi potrzeba dziś więcej powagi, więcej nawiązania do korzeni, przede wszystkim do opus magnum Petera, "Dancing With The Dead" z 2005 roku, ponieważ w tym wydaniu zespół prezentuje się najbardziej rasowo. Tylko wtedy zapada w pamięć wychodząc z cyrku pod wezwaniem nie zawsze trafionego sarkazmu.

W konkluzji posunę się jeszcze dalej. Wydaje mi się, że powrót Pain do Nuclear Blast w 2008 roku był złą decyzją Tagtgrena. Dziś łatwo o wrażenie, że niezależność artysty znalazła się od tego czasu pod kontrolą, a może również "przyjaznymi" sugestiami na temat kierunków twórczości projektu. W każdym razie Pain udowadnia na "Coming Home", że taka formuła twórczości nie uległa wyczerpaniu. Wśród kilku przeciętnych utworów można tu odnaleźć naprawdę mocne kompozycje, pasujące do zdolności i doświadczenia Petera Tagtgrena. Oby przy następnym albumie artysta naprawdę wrócił do domu.

Konrad Sebastian Morawski