Kup Magazyn Gitarzysta

Rules - First Blood

Rules

Wykonawca:

First Blood

Gatunek:

Hardcore

8 /10

Siedem lat czekania, no i jest.

Następca "Silence is Betrayal" ani na sekundę nie pozwala wierzyć w rozwój zespołu, a jednak ten mocny, miejscami trochę toporny i bestialsko precyzyjnie odegrany new schoolowy hardcore nadal robi pierwszorzędną robotę. Karl Shwartz z niejednego pieca jadł chleb i niejeden rząd przeżył, stąd "Rules" jest (jak zwykle) kolejnym antypolitycznym manifestem, dowodzącym siły przekazu w hardcorze. O ile sama warstwa liryczna nie jest najwyższych lotów, wszak to prosty angielski, tak ogólna wymowa i koncept albumu ma znacznie głębsze znaczenie. Muzyk z Tihuany od lat pozostaje jednym z najwścieklejszych i prominentnych zawodników na scenie i trzeci krążek First Blood jest tego najlepszym przykładem.

Oczywiście, znajdą się puryści, którzy stwierdzą, że najlepsze co ten zespół nagrał to demo sprzed niemal piętnastu. Może jest w tym trochę racji, bo ówczesny hardcore, ten bardziej zmetalizowany, miał do zaoferowania nieco więcej niż dziś, przede wszystkim jeśli chodzi o warstwę intelektualną oraz ładunek furii, ale te czasy minęły. W grze ostali się najlepsi i choć First Blood daleko do prawdziwej ekstraklasy, są zespołem, wobec którego nie da się przejść obojętnie. Coś jak z naszym europejskim No Turning Back. Każdy zna i szanuje Martijna za jego wkład w rozwój nurtu na terenie starego kontynentu, a jednak grupa nie cieszy się takim uznaniem na jakie w pełni zasługuje. Casus First Blood jak znalazł.

Wracając do "Rules", nie po raz pierwszy ex-basista Terror skomponował cały album, co zresztą słychać. Trójka w dorobku muzyków z San Francisco wali po pysku nie mniej jak poprzedni album, a niektóre rozwiązania, zwłaszcza kiedy lider przypomina o swoim epizodzie w Sworn of Vengeance, przynoszą skojarzenia z thrash metalem. Zapewne byłoby lepiej, gdyby było mniej breakdownów, a więcej gęstej gry samej sekcji rytmicznej, ale w sumie to czepialstwo, bo obcowanie z materiałem dostarcza mi dokładnie takich bodźców jakich oczekiwałem. Czy warto było czekać aż siedem lat? Gdyby w tym czasie Amerykanie nagrali cztery takie płyty i tak pewnie za każdym razem pisałbym to samo. A zatem, chyba tak, bo od "Rules" jeszcze długo się nie uwolnię, a na pewno nie będę traktował tej płyty jako niezobowiązującej odskoczni od szarości życia. "Silence is Betrayal" miał mnóstwo fantastycznych momentów, genialnych wersów do krzyczenia z wokalistą a poza tym, potęgował uczucie bezradności. Hardcore powinien stymulować i nawet taka młócka jest do tego zdolna.

Schwartz w jednym z moich wywiadów mówił, iż dla niego nie jest ważna technika i granie najbardziej skomplikowanej muzyki na ziemi. Ma być ona niejako tłem do tego, co ma do przekazania, a że sytuacja w Stanach zmieniła się nie do poznania odkąd rozmawialiśmy w Katowicach, cóż, jest to - nie po raz pierwszy - trafna diagnoza sytuacji kraju Wielkiego Brata. Sprawdź zatem "Rules of Justice", będące odpowiedzią na postępująca ksenofobię społeczeństw, a następnie zapamiętaj, że tak naprawdę, niezależnie od kraju, sytuacji i politycznego zwierzchnictwa, czy tego chcemy czy nie, "Rules meant to be broken".

Grzegorz Pindor