Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Muzyka / Recenzje / Lost In Paris Blues Band
Lost In Paris Blues Band - Paul Personne, Robben Ford, Ron Thal

Lost In Paris Blues Band

Wykonawca:

Paul Personne, Robben Ford, Ron Thal

Gatunek:

Blues rock

6 /10

Nie jest to może skład z krzykliwych okładek muzycznych magazynów, ale chyba każdy kto mocniej nadgryzł blues-rockową estetykę powinien ich znać.

Les Paul Francuza Paula Personne'a snuje bluesy od połowy lat sześćdziesiątych, a Ron "Bumblefoot" Thal nieprzypadkowo wycinał spektakularne solówki w Guns'n'Roses w latach 2006-2014 w zastępstwie samego Slasha. Robben Ford grał przecież na gitarze u Milesa Davisa, Joni Mitchell i próbował się z Georgem Harrisonem. Do tego - już trochę jakby drugi plan - John Jorgenson, który szarpał za struny u Eltona Johna czy Boba Dylana; a głosu użyczyła również Beverly Jo Scott. Właśnie taki blues band spakował w walizkę przearanżowane na blues rockowo klasyki bluesa i zagubił się w Paryżu.

Na płycie usłyszymy covery Elmore’a Jamesa, Muddy'ego Watersa, Howlin' Wolfa czy Williego Dixona. Młodsze pokolenie reprezentują zaś choćby Tom Waits, Bob Seger, Bob Dylan i Janis Joplin. Wszystko to porządnie obrobione, rozpisane momentami tak, że zupełnie jakby napisane na nowo oraz zagrane z prawdziwą swadą i feelingiem. Przeważająca część tego ponad godzinnego materiału została zagrana na blues rockowo, co słychać szczególnie w trakcie wycinanych z zacięciem młodzieniaszków solówek, które zresztą nieprzerwanie cieszą uszy i są najjaśniejszym punktem "Lost In Paris Blues Band". Nie mogło być zresztą inaczej, gdy za struny szarpią takie nazwiska. Pod względem gitarowym jest to więc prawdziwy majstersztyk i bluesowa perełka. Również wokalnie wszystko się tu trzyma kupy, a i sekcja w swoim fachu prezentuje się imponująco.

Rzecz tylko w tym, że tego materiału na "Lost In Paris Blues Band" jest za dużo. Dużo za dużo. Prawie siedemdziesiąt minut i po prawdzie już przy czterdziestej robi się nużąco, a każdy kolejny utwór jeszcze dobija gwoździe monotonii. Ciągnie się ta płyta niemiłosiernie. Jak guma do żucia. I to właściwie jedyny minus wydawnictwa od Pesonne'a i Forda.

Każdy kto ma cierpliwość, by wysłuchać tego albumu do końca i wybrać sobie z niego, powiedzmy, czterdzieści minut, będzie zachwycony. Szczególnie fani przepełnionego feelingiem blues rocka. Ci, którzy nie bardzo lubią ingerować w krążkowe tracklisty pewnie parę razy porządnie sobie ziewną. Maksyma, że mniej znaczy więcej w przypadku "Lost In Paris Blues Band" sprawdziłaby się znakomicie.

Grzegorz Bryk