Kup Magazyn Gitarzysta

Anticult - Decapitated

Anticult

Wykonawca:

Decapitated

Gatunek:

Death metal

9 /10

Nokaut!

Decapitated zarejestrował najlepszy materiał w swoim dorobku. Krążek zatytułowany "Anticult" to mięsista, zagrana na najwyższym poziomie i piekielnie dobrze brzmiąca dawka technicznego death metalu. O ile więc poprzednie nagrania osadzały kapelę w czołówce polskich przedstawicieli ekstremalnego grania, o tyle tegoroczny materiał to już nieformalna koronacja polskich mistrzów gatunku.

Trwający niecałe czterdzieści minut materiał zawiera osiem utworów o potężnym ładunku gitarowo-perkusyjnych zagrywek. Decapitated na "Anticult" brzmi jadowicie, ciężko, szybko, ale i precyzyjnie. Przymiotnik "techniczny" nie jest w tym przypadku tylko umownym określeniem, bo riffy, solówki i niespodziewane wypuszczenia gitarowe Vogga dowodzą dużego kunsztu gitarzysty, który jest na tym krążku wściekły, ale za tą wściekłością idzie też precyzja. To tak jakby Vogg był chirurgiem z wieloletnim doświadczeniem, który wie jak używać swojego narzędzia pracy, aby toczyła się krew.

Na "Anticult" odnajdziemy kompozycje zagrane bez przebaczenia i kompromisów. Deathmetalowe killery to przede wszystkim "Death Valuation", "Anger Line" i "Never", czyli numery żywiołowe, zbudowane z agresywnych riffów i blastów, zaostrzone też przez Vogga widowiskową w tym standardzie techniką gry na gitarze. Trzeba więc złapać kilka głębokich oddechów, aby zmierzyć się z tymi numerami, bo "Anticult" mocno zabiega, aby jego słuchacze mieli poważne problemy ze złapaniem tchu. To rasowy death metal, sięgający do najlepszych przedstawicieli gatunku.  

Na siódmym albumie wywodzącej się z Krosna kapeli znalazły się także utwory, które nieco łamią konwencję żywiołowego death metalu, gdzie chodzi o to, aby riffy gitarowe były wystrzeliwane niczym śmiercionośna seria z ciężkiego karabinu maszynowego. Muzycy poszli kilka kroków dalej, ponieważ część zawartych tu utworów charakteryzuje się nietypowo rozciągniętymi strukturami, czy też ciekawymi urozmaiceniami. Już samo otwarcie dzieła w postaci utworu "Impulse" wprowadza się do świadomości słuchaczy mrocznym intro, aby na dystansie sześciominutowego zasuwu Decapitated zaprezentowali słuchaczom swój pomysł na "Anticult".

Kapela, nie tracąc nic ze swojego wysokiej klasy death metalowego rzemiosła, wprowadza też różne patenty do potężnej kompozycji "Kill The Cult" (znowu rewelacyjny Vogg na gitarze), wściekłego "One Eyed Nation" (krótkie, acz efektowne przełamanie wprowadzające do intrygujących korytarzy gitarowych), czy też dość nośnego "Earth Scar" (kapitalne solo gitarowe, schizofreniczny finał). Tymczasem nie tyle o szybkość, co o ciężar chodzi w finałowym instrumentalnym numerze "Amen". To wyborny, uwidoczniający raz jeszcze techniczne możliwości Decapitated stempel na tym wielce udanym albumie.

Całość więc nokautuje po ośmiu rundach rasowo i światowo brzmiącego technicznego death metalu. Wielka w tym zasługa znakomitego na gitarze Vogga, a zatem też jego inspirującej wytrwałości w dążeniu do celu, ale trzeba też przyznać, że Rasta na wokalach brzmi zabójczo, a Michał Łysejko i Hubert Więcek to zawodowi gracze w ekstremalnym metalu. To lato należy do Decapitated. Chce się tylko krzyknąć: słuchajcie "Anticult" jak najgłośniej się da!

Konrad Sebastian Morawski