Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Muzyka / Recenzje / Bal nadziei
Bal nadziei - Komety

Bal nadziei

Wykonawca:

Komety

Gatunek:

Punk

7 /10

Lesław Strybel, lider formacji Komety, postanowił wyprawić bal.

Rzecz jasna, jako stary punkowiec, nie nakazał swoim gościom nałożyć surdutów i szykownych sukien. Nic z tych rzeczy! Jakby to zresztą wyglądało, gdyby na balu punk rockowej formacji wiało stypą, było pompatycznie i snobistycznie, a spod ściany orkiestra podgrywała jakieś geriatryczne tanga?! Nie godzi się przecież. Wręcz przeciwnie!

W istocie "Bal nadziei" to album koncertowy, można nawet powiedzieć, że takie kometowe koncertowe best of the best. Lesław obdarł większość utworów ze względnie potrzebnych, aranżacyjnych smaczków. Przykładowo najliczniej reprezentowane utwory z niejako eksperymentalnej płyty "Paso Fino" pozbawione zostały dęciaków czy smyków z wersji studyjnej. Ogólnie utwory są zagrane na surowo. Najprościej jak się da. W większości przypadków to przecież trzy akordy i śpiewający swoje teksty, całkiem zresztą sympatyczne, Lesław.

I chyba był to strzał w dziesiątkę, bo "Bal nadziei" tętni życiem. Album jest żywiołowy, mknie do przodu bez oglądania się za siebie, ale nie pachnie też jakąś surowizną. Dobrze się też stało, że to trochę ponad 40 minut muzyki. Na dłuższą metę ta stylistyczna jednakowość mogłaby stać się drażniąca. I tak nie ma co narzekać, że krótko, bo to przecież 17 utworów, w tym "Kieszonkowiec Darek" (kompozycja jeszcze z czasów Partii), "Bezsenne noce" czy "Namiętność kochanków". Po prostu kometowa śmietanka. Najciekawsze, że podczas realizacji udało się wyprodukować płytę tak, że wcale nie czuć, że wykonania nie pochodzą z jednego koncertu, a kilku jesiennych gigów roku 2015. Brzmieniowo "Bal nadziei" jest tak dobrze dograny, że wypada tylko uścisnąć dłoń ekipie z Serakos Studio.

Najfajniej, że studyjne i koncertowe Komety to dwie zupełnie inne bajki. Nie serwują odgrzewanego ze studyjnych wersji kotleta. Zawsze coś zmienią. Coś uproszczą. Dzięki temu "Bal nadziei" sprawia po prostu sporo frajdy ze słuchania.

Grzegorz Bryk