Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Cult Of The Dead

Cult Of The Dead - Legion Of The Damned

Cult Of The Dead

Wykonawca:

Legion Of The Damned

5 /10

Legion Potępieńców wypłynął niedawno na szerokie wody dzięki płycie 'Sons of the Jackal'. Na muzykę holendrów spłynął słuszny grad pochwał, zespół został zaproszony na wspólną trasę z Kreator i Celtic Frost.

Nic dziwnego, że wywołali zamieszanie. Połączyli amerykańską szkołę thrash metalu (ze wskazaniem na Slayera) razem z tradycjami, niemieckimi, dodając do tego nowoczesne zagrywki i mocarne brzmienie. Z pełną odpowiedzialnością powiem, że "Synowie Szakala" to jedna z najlepszych płyt europejskiego thrashu ostatnich lat. Niekiedy jednak ciężko podźwignąć artystyczny sukces. Niestety ten smutny los dopadł Legion Of The Damned. A Holendrzy to przecież doświadczeni muzycy, umiejętności nie sposób im odmówić. Wszak Legion to nic innego jak Occult, pod zmienioną banderą.

Muzycy tym razem odcięli się trochę od amerykańskiej szkoły, i poszli w stronę wczesnego Kreatora i Destruction, nawet Aura Noir. Kierunek zatem jasny. Black/Thrash. Jednak całość nie imponuje już tak jak poprzednia płyta ("znawcom" tłumaczę - nagranego ponownie "Elegy For The Weak" jako "Feel The Blade" osobiście nie uznaję). Znów mamy imponująco masywne brzmienie. Ponownie obcujemy z ciętymi riffami. Po raz kolejny perkusja morduje swą precyzją i w ułamku sekundy podkręca lub zwalnia tempa kawałków. Jednak gdzieś Holendrom uciekł "złoty środek"... Całość po prostu nudzi. Pierwsza połowa płyty to nieustanne "łubu-dubu". Średnie tempo załączone w tytułowym utworze oznajmia nadejście drugiej części wydawnictwa. Tam już dzieje się lepiej. Gdy muzyka zwalnia i zaczyna oddychać ukazuje się cała moc soundu Legion Of The Damned. Osobną kwestią jest, że malkontenci dalej będą wypominali Legionowi brak solówek. Bo w sumie ciężko te kilkusekundowe zagrywki obecne na albumie nazwać partiami solowymi. Ale podkreślę, to nie brak popisów gitarzystów jest wadą "Cult Of The Dead" a brak pomysłów na kompozycję.

"Cult Of The Dead" to świetna płyta... ale do obierania ziemniaków. Brzęczy sobie w tle, a Ty robisz sobie inne rzeczy. Gdy skupiasz się na muzyce odkrywasz nagle jednak, że magia i pewien synkretyzm uciekł Holendrom w siną dal, a pozostała sama "łupanina". Wiem, wiem... thrash metal to ma być soniczne piekło. Ja jednak wolę sobie posłuchać nową Metallicę.

Grzegorz Żurek