Jon Schaffer, założyciel i jedyny stały członek Iced Earth, chyba zbytnio napatrzył się na sukcesy zespołów, do których wracali dawni wokaliści. Umknęło mu chyba jednak, że z najsłynniejszych reunionów ostatnich lat, czyli Judas Priest i Iron Maiden, po chwili spijania śmietanki pozostało artystyczne dno.
"Brave New World" i "Angel Of Retribution" to owszem płyty udane, ale następne wydawnictwa wspomnianych kapel, w moim odczuciu, wołają o pomstę do nieba. Iced Earth nie będzie miał jednak nawet tego momentu splendoru. Druga część sagi "Something Wicked", album "Crucible Of Man", na którą wraca "jedyny, kochany" Matt Barlow zachwyci chyba tylko największych maniaków bandu Schaffera... I to nie na pewno...Grzegorz Żurek