Kup Magazyn Gitarzysta

The Slip - Nine Inch Nails

The Slip

Wykonawca:

Nine Inch Nails

8 /10

Zapytacie pewnie w zdziwieniu co też recenzja herosów brzmień industrialnych robi na portalu magazynu GITARZYSTA? Otóż w swej strukturze i brzmieniu "The Slip" to oczko puszczone fanom, którzy z utęsknieniem czekali na powrót w około-brokenowe granie. Granie, w którym wiosło odgrywa rolę więcej niż istotną.

Po krótkim i mało, nie tyle charakterystycznym, co charakternym wstępie Trent Reznor serwuje nam "1.000.000". I trzeba powiedzieć to jasno i głośno - fani Nine Inch Nails czekali na taki kawałek od "The Fragile"! Prosty punkowy perkusyjny przytup, zdeformowane brzmienie gitar i szybki pęd na bramkę. Kto nie macha do tego utworu głową, nie ma rockowej duszy - to imperatyw. Ale co się dziwię. Wszak Reznora przy nagraniach wspomogli tacy wyjadacze jak Josh "Maszyna" Freese za garami, i znany m.in. z Chińskiej Demokracji Robin Finck. I właśnie wspomniany gitarzysta gwarantuje odpowiednią porcję tego instrumentu na "The Slip". Warto nadmienić, że jeśli ktoś narzekał na przester na "Death Magnetic" powinien posłuchać tej płyty... Niekiedy nie wiemy po prostu, czy mamy do czynienia z samplami czy ze zmasakrowanym brzmieniem wioseł, totalne szaleństwo! W ogóle nie ma tutaj nadmiaru industrialnych patentów. Ot, beaty wspomagające sekcję rytmiczną, jakieś ozdobniki w te... i tyle.

Im dalej w las, tym więcej drzew. Reznor sprytnie nawiązuje w późniejszych kompozycjach do oblicza Nine Inch Nails znanego z czasów "With Teeth" i późniejszych. "Discipline" zbudowany jest podobnie jak "Only" ze wspomnianego krążka. "Echoplex" brzmi jakby żywcem wykrojony z "Year Zero". Dwa instrumentalne utwory pod koniec rozkładu jazdy "The Slip" to jakby uzupełnienie "Ghosts". A nawet znalazła się tu typowo NIN'owa ballada, czyli Trent + fortepian. Około-brokenowy czad powraca, ku uciesze miłośników łupaniny, w ostatnim tracku.

I cały ten róg rockowo-industrialnych obfitości można pobrać za darmo z oficjalnej strony zespołu. Świadomie chciałem pominąć tą część promocji, czy bardziej anty-promocji "The Slip", ale zdanie jednak muszę zabrać. Otóż ja wykosztowałem się, by zakupić fizyczne wydanie tej płyty, choć DVD jest krótkie i bez fajerwerków. I chociaż ni cholery nie są mi potrzebne naklejki włożone w książeczkę, wiem jedno: nic nie zastąpi radości postawienia na półce wydawnictwa, które po prostu kochasz. Taki już jestem niedzisiejszy.

W obliczu zawieszenia przez Reznora działalności Nine Inch Nails, "The Slip" brzmi jak bardzo sprytnie skomponowane epitafium. Mamy tutaj utwory szybsze i wolniejsze, oferujące pełną paletę emocji. Czemu więc tylko 8? Otóż album jest zdecydowanie za krótki! Forma, jaką prezentuje Trent jest naprawdę bardzo wysoka. W obliczu tego, po prostu żal, że zespół nie zamieścił na płycie więcej efektów tej świetnej dyspozycji. Wiem, że lepiej odczuć niedosyt niż przesyt, no ale bez przesady... Jeśli ma to być naprawdę ostatnia płyta Nine Inch Nails, to jest to bardzo udane pożegnanie się z fanami.

Grzegorz Żurek