Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Verses Of Steel

Verses Of Steel - Acid Drinkers

Verses Of Steel

Wykonawca:

Acid Drinkers

7 /10

Fajnie musieli mieć metale w naszym kraju w latach '90. Siłą rzeczy nie za bardzo kojarzę co to się wtedy działo, bo moje ówczesne zainteresowania muzyczne ograniczały się do "Fasolek". Ale z opowieści dziwnej treści, acz wiarygodnego źródła, płyną historię o braterstwie wewnątrz sceny, o walce o każdą nową kasetę itp...

To były zupełnie inne czasy, rynek nie był przesycony muzyką, a metal nosiło się dumnie w sercu i na sobie; coś znaczył. A potem przyszedł Internet, i wszystko szlag trafił... Po co ten przydługi i nikomu niepotrzebny wstęp, spytacie zapewne. Otóż prym wówczas wśród hord, które już nie wrócą, wiódł poznański Acid Drinkers. I nie będę teraz kozaczył, czym Acidzi byli, są i będą, co wnieśli a co wynieśli. Jak już zauważyliście, ze złotego okresu działalności grupy to ja pamiętam jedynie radość, że Litza się nawrócił i będzie ewangelizował młodzież z Arką Noego (no co ?!?! Większość z Was była pewnie bierzmowana...). Do Acid Empire wkroczyłem mniej więcej przy okazji "Acidofilii" jako zapalony już maniak, by na długi czas wziąć rozbrat z załogą Titusa. Mą uwagę, i chyba nie tylko moją, zwrócili po dość chudych latach powrotem do formy na "Verses Of Steel".

Tak jak pisałem wyżej, nie będę się podejmował prób odpowiedzi na pytania, czy nieodżałowany Olass godnie zastąpił charakterystycznego Litzę. Nie będę pozycjonował tego albumu w zestawieniu do dawnych nagrań. Bez zbędnego balastu, w miarę obiektywnie podejdę li tylko do samej muzyki zawartej na "Verses Of Steel". A ta broni się sama. Co zwraca uwagę zaraz po ogarnięciu płyty, to charakter całości. Muza na nowym wydawnictwie Acid Drinkers brzmi jak połączenie w jedno dźwięków wielkiej czwórki amerykańskiej thrashowej Bay Arey z soundem Machine Head, a we wszystkim obecny jest w dalszym planie duch Motorhead. Bombastyczny kolaż nutek, przyznajcie sami!

"Verses Of Steel" zaczyna się jadowicie. "Fuel Of My Soul" to jazda bez trzymanki, przywodząca mi trochę na myśl Anthrax i Slayer. Co uważniejszy słuchacz od razu wyłapię dudniące brzmienie basu - jak już wyżej wspomniałem kierunek motorogłowy (no ale skoro sam Titus w wywiadach nie kryję bałwochwalczego uwielbienia do muzy Lemmy'ego...). Drugi w rozkładzie jazdy "In A Black Sail Wrapped" to natomiast zwrot w stronę trochę nowocześniejszych thrashowych klimatów, ale z pełnym poszanowaniem szlachetnym amerykańskich tradycji. I tak już pozostaje mniej więcej do końca płyty. Niekiedy jest bardziej nostalgicznie ("Swallow The Needle", "We Died Before We Start To Live"), niekiedy jeszcze bardziej "new school" wychodzi na wierzch ("Meltdown Of Sanctity"). Uwagę zwraca zwieńczenie "Verses Of Steel", zaśpiewany przez Olassa "Blues Beatdown". Nazwa tego kawałka daje jasno do zrozumienia, jaki charakter ma ta kompozycja. A transowy stonerowy pochód gitar w klimacie Black Sabbath na koniec kawałka pozwala nam odpłynąć razem z muzyką. Kapitalny numer!

Mystic jak zwykle zadbał o jakość opakowania swego produktu. Acid Drinkers to niewątpliwie po hicie transferowym z Metal Mind jeden z priorytetów w ich katalogu, więc trójpanelowy digipack z świetnej jakości papierem książeczki nie dziwi nikogo. Co zwraca uwagę natomiast, to zamieszczenie tekstów w języku używanym i ojczystym. Zalecam zapoznać się z obiema wersjami, ponieważ niekiedy przekład (czy też polski oryginał, nie wiem jak piszę Titus) różni się od tego, co słychać na płycie. Interpretacja liryków też może być zajęciem, które pochłonie was na pewien okres. Titus ponoć napisał je w dwa dni, i trzeba mu przyznać nieźle się spiął chłopak. Ja osobiście nie podejmę się rozszyfrowywania przekazu lidera Acidów, niech każdy sam spróbuje zrozumieć co autor miał na myśli.

Wszystko ładnie i miło, ale więcej niż 7 nie dam. Otóż, album ma pewne swoje wady, a są nią jawne wypełniacze. "Boneless", "Red Shining Fur" czy "Silver Meat Machine" (fajny tekst to za mało...) to nie są wiekopomne kompozycje... Highlighty płyty też nie są znowu jakoś ciekawie poaranżowane, po dwóch odsłuchach nie ma już w nich niespodzianek. Ale kim ja jestem, żeby psioczyć? Jest udany melanż nowej i starej szkoły thrashu. Jest rockowy duch i wręcz rock'n'rollowy luz. "Verses Of Steel" to w końcu płyta Acid Drinkers, na którą wielu czekało... a wielu nie i miło się zaskoczyli - jak ja.

Grzegorz Żurek