Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Black Clouds & Silver Linings

Black Clouds & Silver Linings - Dream Theater

Black Clouds & Silver Linings

Wykonawca:

Dream Theater

8 /10

Na polski rynek fonograficzny trafił prawdziwy rarytas dla koneserów metalu progresywnego. Z kuźni amerykańskiej formacji Dream Theater wyszedł już dziesiąty studyjny album, refleksyjnie zatytułowany "Black Clouds & Silver Linings".

Najnowsze wydawnictwo Johna Petrucciego oraz Mike’a Portnoya oferuje nam około 73 minuty przeprawy przez magiczny świat, nafaszerowany niesamowitą dawką dobranych dźwięków. Ciężko jest z niego powrócić do rzeczywistości. Pieczę nad płytą sprawowali Mike i John, a jako że są producentami muzycznymi, mieli pełną swobodę i wolność w tworzeniu materiału. Słuchając płyty można z łatwością stwierdzić, że w tej kwestii należy się im pokłon za wykonanie znakomitej pracy. Obydwaj panowie są niczym stare dobre wino - im dłużej czuwają nad produkcją swego materiału, tym doskonalszy wychodzi z ich rąk.

Szata graficzna okładki w ogromnej mierze jest zasługą Mike'a - poetycka, skłaniająca do refleksji, idealnie odnosząca się do tytułu płyty. Zaskakującą niespodzianką dla wielbicieli jest fakt, że 30 września zawitają na stary kontynent, między innymi do Bydgoszczy w ramach corocznej trasy "Progressive Nation".

Nowe wydawnictwo wprost zaskakuje swym potężnym brzmieniem, dobrze wyważonym z melodyjnością. Inspirację tę wyjaśniają muzycy Dream Theater wspominając, iż podczas pracy nad "Black Cloud & Silver Linings" słuchali płyt metalowych, jak i trash metalowych zespołów. Album stanowi zwieńczenie dotychczasowego dorobku Dream Theater, jednocząc magię i ducha poprzednich wydawnictw. Spoglądając na całokształt, oprócz ciężkich i mrocznych kompozycji, znalazło się miejsce również dla ckliwych melodii. Cały album składa się z sześciu długich utworów.

Płytę otwiera "A Nightmare to Remember". Tytuł jest odpowiednio dopasowany do mrocznego klimatu jednej z najcięższych kompozycji na wydawnictwie. Upiornie klawiszowe chórki, solidnie potężne gitarowe partie rytmiczne, połączone z agresywną grą na perkusji to tylko przedsmak koszmaru. Akcja toczy się dalej aż do momentu, gdy w tle wyraźnie słychać hamujący pojazd, a po chwili metaliczny zgrzyt stłuczki. Tempo drastycznie spowalnia, przeplatając akustyczne pasaże ze spokojniejszą partią wokalną, ale tylko do czasu. Utrzymany w mrocznym klimacie utwór jest historią wypadku samochodowego, opartą na autentycznych wydarzeniach jednego z muzyków Dream Theater.

Z kolei "A Rite of Passage" jest najbardziej komercyjnym utworem, nadającym się do emitowania w radio. Uwagę przykuwa wzniosły refren, a kunsztownie wyśpiewany tekst jest dobrze scalony z harmonijną sekcją gitarową. Pozycja bardzo dynamiczna, naszpikowana agresywnymi partiami gitarowymi oraz trafnie skomponowaną częścią solową. Warstwa tekstowa poświęcona jest tematyce wolnomularstwa, o czym można było się przekonać w premierowym teledysku.

Muzycy z Dream Theater radykalnie zmieniają nastrój oraz tempo, tworząc urzekającą balladę "Wither". Kluczowym elementem kompozycji jest partia wokalna Jamesa LaBrie, wydobywająca z tekstu dużą dawkę emocji. Również John Petrucci odegrał ogromną rolę w tworzeniu wzruszającego nastroju, komponując z epickim rozmachem wspaniałą sekcje solową.

"The Best Of Times" rozpoczyna się delikatnie od wolnego, akustycznego wstępu. Fortepianowa partia, nostalgicznie przeplata się z sekcją smyczkową oraz rozwijającą się pasażem gitarowym, wprowadzając w stan napięcia emocjonalnego. Wszystko ciągnie się w niezmiernie wolnym tempie do czasu, gdy wkracza szybki, porywający pasaż Petrucciego diametralnie zmieniając nastrój oraz dynamikę. James LaBrie zasługuje na pochwałę za wydobycie z siebie emocji w większości partii wokalnych. John Petrucci potrafi cieszyć nie tylko pod względem kunsztownej gry na gitarze, lecz także wytłoczeniem solidnej dawki uczuć w partiach solowych. Zabieg w istocie był konieczny w kontekście warstwy tekstowej, poświęconej zmarłemu na raka w tym ojca Mike’a Portnoya.

"Shattered Fortress" znalazła się na albumie, wyłącznie ze względu na Portnoya. Jest to ostatnia część sagi, podsumowująca walkę Mike’a z jego nałogiem alkoholowym. Spoglądając na całokształt albumu, kompozycja nie wyróżnia się spośród reszty. Większość utworu stanowi układankę zapożyczonych partii instrumentalnych z poprzednich części alkoholowej sagi, zamieszczonych na wcześniejszych wydawnictwach. Pomimo bardzo złożonej struktury muzycznej oraz ciekawych momentów, jej sporym, rażącym mankamentem jest partia wokalna.

"The Count Of Tuscany" jest najdłuższą piosenką, zamykającą najnowsze wydawnictwo Dream Theater. Jest dobrym przykładem tego, jak zespół potrafi odnaleźć złoty środek pomiędzy ciężarem, a melodyjnością. Podsumowując, album "Black Clouds & Silver Linings" jest produkcją na wysokim poziomie. Pomimo kilku drobnych mankamentów album wirtuozów metalu progresywnego spisuje się na medal.

Marcin Beczek