Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / At The Arena Ov Aion - Live Apostasy

At The Arena Ov Aion - Live Apostasy - Behemoth

At The Arena Ov Aion - Live Apostasy

Wykonawca:

Behemoth

Gatunek:

Death metal

9 /10

To raczej dosyć mały spotykany ostatnio zwyczaj, aby recenzować albumy koncertowe. Tym bardziej w okresie gdy odchodzą one do lamusa. Powiedzmy sobie szczerze - teraz zamiast "live'ów" mamy masę DVD. Na wydanie zapisu występu w formie tylko audio decydują się obecnie jedynie najwięksi, bo wiedzą że ich kolejny "item" znajdzie nabywców.

Mój stosunek do albumów live jest mocno chłodny. Ot, swoisty "the best of" z gorszym niż w oryginale brzmieniem (wszak z gigu). Co do soundu, to też jest w takich płytach wiele studyjnych sztuczek, dogrywek, polerek i Pierun wie jeszcze czego. No i jeszcze, rzecz jasna, jest to jawny skok na ciężko ciułaną kasę fanów. Toteż jak widać, ciepłymi uczuciami do koncertówki Behemoth nie powinienem pałać. A jednak "Live Apostasy" kocham. Ach, ta złożona przewrotność życia...

Z wywiadów jakie udzielał na przestrzeni ostatniego roku Nergal można wywnioskować, iż "At The Arena Ov Aion" to tylko wywiązanie się z kontraktu płytowego z Regain Records. Nie należało zatem wyczekiwać z jakimiś specjalnymi emocjami tego z założenia "na odczep" wydanego albumu, ale Behemoth to Behemoth. Nic nie robi na pół gwizdka. Pomorska Bestia znów zaryzykowała i znów jej się udało.

Co zwraca uwagę (po raz kolejny na wydawnictwie Behemoth) to brzmienie całości. Oczywistym jest, że materiał został "mixed and edited", ale kto był na koncercie Młotka ten wie. Oni taki sound naprawdę generują na swoich występach. Mocarna sekcja, mięsiste gitary niewiele ustępujące studyjnym oryginałom, mniam. Co następne rzuca się w uszy to fakt, iż nie ma na występie w paryskim klubie "La Loco" nawet grama przypadkowości. Ani ze strony fanów, ani ze strony bandu. Lokal wypełniony jest (to po prostu słychać) po brzegi lojalnymi fanatykami ekipy Nergala, zaś ten sam świetnie odgrywa swoją rolę jako piekielnego przewodnika po niuansach swego demonicznego show.

Atmosfera na koncercie jest wręcz powalająca. Metal to taki ciekawy gatunek muzyczny, który gdy jest prezentowany na żywo nie wymaga wodotrysków, tylko prostego potwierdzenia sprawności artystów na scenie. I tak jest na "Live Apostasy". Wystarczył świetny dobór utworów (ale "Horns Ov Baphomet" to ja się do końca życia w wersji live nie doczekam chyba...), precyzyjne odegranie ich, dobra konferansjerka i wszyscy na widowni są kupieni. Sceny-pająki, modnie ubrani tancerze pląsający w tle czy inne udziwnienia okazały się niepotrzebne...

Wśród ochów i achów trochę kuleje jednak wydanie całości. Nie do końca ogarniam, dlaczego na moim digipacku jest logo Regain a nie Mystic...(różnica chociażby w cenie, "Live Apostasy" jest 10 zł droższe od albumów sygnowanych przez firmę ze Skały). We wkładce nie zobaczymy ani jednego tekstu, ale zamiast tego mamy masę ciekawych fotek z występu. Co zwróciło moją uwagę to fakt iż książeczka w moim egzemplarzu była bardzo licho przyklejona do tekturki. Zauważyłem też niedociągnięcia w wykonaniu okładki... Osobną sprawą jest to, że "Live Apostasy" wyszło podobno też w wersji limitowanej, wzbogaconej o dwa dodatkowe, "bisowe" utwory i kostkę do gitary. Kto znalazł tę wersję na jakiejś rodzimej półce sklepowej proszony jest o kontakt ze mną, bo ja w wielu muzycznych byłem i nie widziałem "limita" na oczy.

65 minut mija nadspodziewanie szybko i intensywnie. Młócka którą funduje nam Behemoth na "At The Arena Ov Aion - Live Apostasy" jest tylko przedsmakiem tego, co sami możecie zaobserwować na występach Pomorskiej Bestii. W sumie dobrze, że ten album skończył jako live, a nie DVD. Wizualizacja odebrałaby pewną magię temu wydawnictwu... Być może taki był zamysł Nergala, by maluczcy pomyśleli sobie : "Skoro płyta koncertowa tak gniecie co trzeba, to jak dopiero musi być w jakimś klubie na ich show!"? Nie wiem, wiem natomiast, że to nie ja tę płytę kupiłem, ale ona mnie... i nie tylko mnie. "Live Apostasy" nominowane było do Fryderyka (co jest mocno nowatorskie, żeby album koncertowy mógł zostać albumem roku), zostało świetnie przyjęty przez krytyków i fanów. Jak Nergal to robi, że z płyty na płytę wciąż podnosi poziom Behemotha? Też bym tak chciał... Słowem - najlepsza metalowa koncertówka ostatnich lat.

Grzegorz Żurek