Drowning Pool to zespół naznaczony paroma tragediami. Dwie największe z nich to niewątpliwie śmierć Dave Williamsa, wokalisty z którym nagrali przełomowy dla swojej kariery krążek "Sinner" i fakt, że nagrali ten cholerny hit "Bodies". Wszyscy kojarzą Amerykanów z tym singlem, a przecież mają na koncie inne ciekawe nagrania, na przykład wypełniające ich ostatni album "Full Circle".
Po średnim "Desensitized", tułaczkach po wytwórniach i poszukiwaniach następcy obrażonego Jasona Jonesa "Full Circle" to w końcu materiał godny postawienia na półce obok "Sinner". Tym razem z Ryanem McCombs'em z SOiL na wokalu panowie muzycy nagrali rzecz stylową i wystylizowaną. Na wciąż nu metalowych podstawach (pardon, obecnie zamiast nu metal mówi się metal alternatywny, zapomniałem) Amerykanie z Dallas w stanie Teksas wykreowali muzykę bardziej autonomiczną niż to drzewiej bywało. W tych na wskroś nowoczesnych dźwiękach słychać tradycję rejonu, z którego się wywodzą. W nutkach na "Full Circle" czuć tego południowego ducha, jest parę odległych wycieczek pod stoner (ale to raczej moja odosobniona opinia), czuć że chłopaki nasłuchali się country oglądając niejedno rodeo.