Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Pride & Glory

Pride & Glory - Pride & Glory

Pride & Glory

Wykonawca:

Pride & Glory

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Jeffrey Phillip Wielandt alias Zakk Wylde to w metalowej branży człowiek legenda. Wieloletni członek grupy Ozzy’ego Osbourne’a, znany również z własnego projektu - Black Label Society, który założył w 1998 roku. Dla wielu młodych gitarzystów jest niedoścignionym wzorem. Nic dziwnego - jego stylu i charakteru gry nie da się podrobić, od pierwszych sekund można bez problemu rozpoznać czyj instrument słyszymy.

Słynny jest też image Wylde’a - długie włosy, okazała broda, skórzana kamizelka z logiem BLS, bandana (ew. kowbojski kapelusz), po prostu "ostatni bastion metalu". Większość okładek płyt Black Label Society zdobi czerń, czaszki i tego typu "mroczne" motywy. Kiedy bierzemy do ręki pierwszy solowy album Zakka Wylde’a - "Pride & Glory", naszym oczom ukazują się... trzy krowy.

Pride & Glory (nazwa grupy pokrywa się z tytułem debiutu) to zespół powołany do życia w 1994 roku przez  naszego "boga gitary". Dla kogoś, kto kojarzy twórczość Wylde’a ze wspomnianym Black Label Society może doznać co najmniej lekkiego szoku - muzyka "Pride & Glory" to southern rock spod znaku Lynyrd Skynyrd. Jest bardzo klasycznie zarówno pod względem brzmienia jak i kompozycji, co nie znaczy, że album jest nudny i sztampowy. Wręcz przeciwnie.

Płytę wypełniają świetne, przebojowe kawałki, jak chociażby pierwsze w kolejności - "Losin’ Your Mind" czy "Horse Called War". Zakk popisuje się nie tylko wirtuozerskim opanowaniem gitary, ale również swoimi umiejętnościami wokalnymi. Trzeba przyznać, że ma nieprzeciętny głos, który idealnie wpasowuje się w klimat wszystkich utworów. "Shine On", "Harvester Of Pain" i "Toe’n The Line" to kolejne bomby energii wzbogacone fenomenalnymi solami Wylde’a.

Kolejnym ważnym elementem są "spokojniejsze" momenty. Mamy akustyczne "Lovin’ Woman" i "Cry Me A River", które mogłyby błyskawicznie zdobyć szczyty list przebojów popularnych stacji radiowych. Ba, "Sweet Jezus" i "Fadin’ Away" są fortepianowymi balladami, jednak nie dajcie się zwieść, to naprawdę kawał porządnej muzyki (zwłaszcza "Fadin’..."). Jest też potężny "The Chosen One" z udziałem sekcji smyczkowej, która niesamowicie ubarwia tą kompozycję.

"Pride & Glory" to album, którego słucha się z prawdziwą przyjemnością. Wszystkie utwory mają swój charakter i warto poznać je od początku do końca. Gra Zakka Wylde’a jak zwykle zachwyca. Wspominałem wcześniej o jego niepowtarzalnym stylu i niesamowitych umiejętnościach. Płyta "Pride & Glory" zdecydowanie je potwierdza i umacnia nas w przekonaniu, że jest to jeden z najlepszych gitarzystów. Czuć prawdziwy entuzjazm i energię, które płyną z głośników, a to przecież podstawa dobrej, rockowej muzyki, nie prawdaż?

Maciej Betliński