Kup Magazyn Gitarzysta

Gyne - Phobh

Gyne

Wykonawca:

Phobh

7 /10

Rozmaite formy autodestrukcji od zawsze należały do tematów często podejmowanych w tekstach przez metalowych i rockowych muzyków. Phobh na swoim drugim materiale, mini-albumie "Gyne" cały jego koncept poświęcił drodze do samobójstwa bohatera liryków.

Szkoda, że, z powodów finansowych zapewne, nie umieszczono w książeczce całych tekstów, zamiast tego publikując jednak pożegnalny list, będący właściwie ich puentą. Z drugiej strony w ten sposób zespół uzyskał efekt pewnego niedomówienia, pozwalającego na własną interpretację historii zawartej na płycie.

Muzyka Phobh, pod względem rytmiki i niektórych partii gitar, może przywoływać skojarzenia z Meshuggah. Trudno jednak umieścić grupę w jednej szufladce z innymi kopistami wpływowych dziś Szwedów. Połamane rytmy i ciężkie, masywne riffy stanowią tutaj tylko punkt wyjścia dla tworzonych przez muzyków ciekawie zaaranżowanych i przepełnionych emocjami utworów. To ostatnie zwłaszcza wyróżnia zespół spośród tabunów zapatrzonych wyłącznie w technikę metalowców. "Gyne" jest dźwiękową introspekcją umysłu zdesperowanego, gotowego na samobójstwo człowieka, schizofreniczną podróżą z niewiadomą na każdym zakręcie. Gitary cichą, po chwili warczą ponownie, słychać wysokonastrojony bas, ambientowe klawiszowe tła, kanonady na perkusji, nie zauważamy kiedy kończą a kiedy zaczynają się poszczególne numery, zbliżamy się do krawędzi, by skoczyć, ale robimy krok w tył, naciskamy na spust pistoletu, w magazynku nie ma jednak naboju…   

Ogromną rolę w wytworzeniu opisanej wyżej atmosfery odgrywa Marcin Bronicki, który swoim wokalem wprowadza do muzyki zespołu wręcz histeryczną nieprzewidywalność. Słychać to przykładowo w "niC" czy "Czyn/gest", gdzie często zmienia barwę głosu oraz sposób śpiewania, raz popadając w melancholię, by kolejne frazy wyrzucić z siebie pełnym desperackiej wściekłości wrzaskiem. Liczę, że na kolejnym wydawnictwie - oby był już to longplay - zafunduje słuchaczom jeszcze więcej tego typu schizofrenicznych odjazdów…

Ogólnie zespół ma bardzo intrygującą wizję swojej muzyki. Łącząc odhumanizowane riffy i mechaniczną rytmikę z emocjonalnym wokalem uzyskał ciekawy, warty rozwinięcia efekt.    

Jacek Walewski