Kup Magazyn Gitarzysta

Above - Samael

Above

Wykonawca:

Samael

Gatunek:

Black metal

2 /10

Trzeba było Szwajcarom wydać jednak "Above" jako osobny projekt, nie jako album Samael. Mimo szczerych chęci ponownego pokazania rogów Xy i Vorph zrobili coś zupełnie odwrotnego. A wiadomo jak istotny jest dogmat bycia true, gdy chcesz wypuszczać lawiny smoły przy każdym riffie. Muzycy Ci stracili totalnie wiarygodność w moich oczach.

"Niech mnie dunder świśnie!" zakrzyknie pewnie niejeden stęskniony diabelskiego oblicza Samael fan, od razu przy pierwszym z brzegu "Under One Flag". Jaki tam ze mnie black metylowiec by to oceniać - z kapel tego nurtu największą estymą darzę Summoning, a wiadomo że oni są passe. Mayhem też zacząłem kochać dopiero gdy wydali rozkaz chaosu. Chociaż przyznaje się, całkiem niedawno ekstrawagancko buntowałem się razem z Satyricon, czy odkrywałem uroki monoteizmu wespół z Celtic Frost. I być może u podnóża tego, że wgłębiałem się bardziej w awangardę (Ulver są black?) niż w klasykę tego nurtu wynika moje niezrozumienie "Above"?

A wspomniany nowy wypiek Szwajcarów jawi się jako chęć wrócenia do korzeni przy jednoczesnej próbie nie odwracania się plecami do swoich ostatnich poczynań. Ten kosmiczny duch rodem z dyskoteki zwanej na mieście "Reign Of Light" unosi się pomiędzy nutkami i niekiedy afiszuje się bardziej dosadnie, np. w tytułach utworów ("Black Hole"). Jednak podstawą muzyki zawartej na "Above" jest black metal (fani "Ceremony Of Opposites" robią teraz "hurrra!"). Czyli lawina blastów, rzężenia i piłowania gitar, zawiłych aranżów i rzyganego wokalu.

Tu znowu zrobię osobistą uwagę. Samael od zawsze uważałem za zespół poszukujący, idący w rozwiązania może nie zawsze zrozumiałe dla fanów, ale na pewno intrygujące. Toteż już sam fakt zrobienia kroku w tył, nie naprzód, wywołał we mnie niepokój. Ale siedź spokojnie i czekaj na efekty, tak sobie mówiłem. Miałem nadzieję, że na kanwie black metalu, Samael rozpocznie nowy rozdział swoich poszukiwań. Zacznie eksploatować tą dziedzinę muzyki uzyskując nową jakość, jak np. Deathspell Omega czy Blut Aus Nord... Ech... Zamiast tego dostałem niezrozumiały hałas.

Główne zastrzeżenia mam do pracy perkusji. Tak topornej i nudnej gry tego instrumentu Samael jeszcze nie miał... Całą płytę praktycznie bębniarz robi coś co najkrócej można nazwać "łup-łup/zapętl" niekiedy przechodząc do blastów lub prostych galopad. Nie wiem jak Was, ale mnie przy trzecim kawałku zaczęła boleć od tego głowa... Motywy gitarowe są do siebie bliźniaczo podobne, przez co wszystko zlewa się w jedną przyciężką, kakofoniczną całość. Na plus wychodzi praktycznie tylko "In There", chociaż jego karkołomna zwrotka też walczy z słuchaczem o to, aby zakwalifikować ten track do kategorii "uszy bolą". Co gorsza, te kawałki niczym nie przyciągają. Noise, noise i jeszcze raz noise z małą dawką jakiegokolwiek sensu. Muzyka jest dla ludzi, a nie dla hutników, którzy chcą znowu posłuchać dźwięków z hali produkcyjnej... O tym że brzmienie jest mało czytelne i jest główną przyczyną tej ogólnej kakofonii zalewającej "Above" nie mam już siły wspominać.

Jak powiedział kiedyś jeden mój znajomy zakładając dres : "Nie ma litości". Nie wiem co chcieli przekazać tą płytą muzycy Samael. Nie wiem czemu zeszli z obranej przez siebie ścieżki rozwoju, by wydać to coś. Może powodowała Szwajcarami chęć przypomnienia się najstarszym fanom? Kuglarskie sztuczki wśród fanów metalu nie przejdą. Podkreślę na koniec, iż to moje osobiste zdanie na temat tej płyty, i być może ten hałas ma swoich fanów, a ja jestem za mało pro by zrozumieć "Above"? Jak dla mnie niezła kaszana.

Grzegorz Żurek