Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Blood & Ashes

Blood & Ashes - Devils Whorehouse

Blood & Ashes

Wykonawca:

Devils Whorehouse

Gatunek:

Heavy metal

7 /10

Chodzącą encyklopedią metalu nie jestem. Poza tym po co nią być, skoro takowa już istnieje, w Internecie. Toteż o Devils Whorehouse usłyszałem dopiero niedawno, podczas moich około-danzigowych pieszych wycieczek poszukiwawczych. Jakże udanym odkryciem okazał się być ten szwedzki zespół!

Tym większą niespodziankę zafundował mi ten zespół, gdy okazał się być on w istocie side-projektem Morgana z Panzer Divsion Marduk. Że chłop umie pokazał na ostatniej płycie rodzimego zespołu (i zapewne pokaże na "Wormwood"). W ogóle Ci black metalowcy gdy zakładają projekty poboczne, to kapele te okazują się być więcej niż interesującymi. Że wspomnę chociaż Audrey Horne, I, Sahg...

Ale po kolei. Devils Whorehouse to zespół, który swą muzyką bije pokłony czarnej stronie hard rocka. Tej gdańskiej, bo Danzig jest obecny w każdej sekundzie trwania tego albumu. Szwedzi nie biorą jednak za punkt zaczepienia jednego wybranego bandu muskularnego Glenna. "Blood & Ashes" brzmi jak wymieszanie Misfits z pierwszymi i ostatnią płytą pana "I, Luciferi". Oczywiście niekiedy przeważa np duch kultowej "I" ("Speak The Name Of The Dead"), czy też Misfitsów ("Face The Master") ale jako całość Devils Whorehouse zaprezentował nam w tym roku perfekcyjny miks horror punku z demonicznym hard rockiem. Mniam! Takie kawałki jak otwierające całość "Oceans Turn To Blood" i "Wicked One" są tego świetnym przykładem.

Ważną postacią w wykreowaniu tego danzigowego klimatu okazał się być nowy wokalista. Maelstorm, bo o nim mowa, wcale nie rywalizuje ze swym idolem o to by brzmieć bardziej Glennowo niż sam Glenn. Niekiedy po prostu wchodzi w to znane wszem i wobec zadęcie, ale głównie po prostu robi swoje i to słychać! Zero napinki. Słychać to też w pracy gitar, nie ma stresu, wszystko brzmi bardzo naturalnie. Kolejny riffy i motywy, mimo iż osłuchane i dziwnie znajome, nie nudzą a wręcz przeciwnie wybornie bujają. Brzmienie całości, specjalnie przybrudzone, ma odpowiedni ciężar i świetnie pasuje do klimatu "Blood & Ashes".

Bez wodotrysków, bez szarpania się z materią, a mimo wszystko świeżo. Najlepszy wyrób danzigopodobny jaki ostatnio dany był mi słyszeć.

Grzegorz Żurek