Kup Magazyn Gitarzysta

Ezkaton - Behemoth

Ezkaton

Wykonawca:

Behemoth

Gatunek:

Death metal

5 /10

Mniej więcej od "Thelema.6" Behemoth przyzwyczaił nas do wydawniczego kieratu. Rok po pełnej płycie Pomorska Bestia wypluwa fanom ze swych piekielnych trzewi rarytas w postaci limitowanej EPki. Raz są to wydawnictwa udane, jak "Slaves Shall Serve" ("Until You Call On The Dark"!!!), raz mniej jak omawiany tutaj krążek o tytule "Ezkaton".

W związku z tym iż "Ezkaton" jest niejako uzupełnieniem "The Apostasy" należy spodziewać się na tej EPce pompatycznego zadęcia znanego z krążka wydanego w 2007 roku. Zdania na temat tego patosu są podzielone, ja osobiście fanem tego trąbienia nie jestem. Ale co dziwne "Qadosh", premierowy utwór, jest zręcznie uzupełniony poza-metalowymi motywami. Jest to kawałek naprawdę udany, złożony, z niemal progresywną zmianą nastrojów. I niestety na "Qadosh" moje komplementy się kończą.

Covery wypadają wyjątkowo blado. I tak jak "Jama Pekel", czy po naszemu "Jama Piekieł", zaskakuje obecnością Big Bossa z czeskiego Root na wokalu, tak "I'm Not Jesus" przelatuje przez głośniki i przyciąga uwagę tylko zwolnieniem w środku kompozycji. Gdzie im do "Wish" czy wspomnianego już wcześniej "Untill You Call On The Dark"... Kawałki live trochę mijają się z celem, skoro EPka wyszła w czasie gdy ukazał się koncertowy album Behemoth. Gdyby jeszcze były to jakieś rarytasy w wersji "na żywo"... Chociaż zawsze miło mi usłyszeć ponownie, że "dzieci Svantevitha nienawidzą Boga-krzyża".

Ale co najbardziej mnie wkurza po prostu na tym wydawnictwie, to nowa wersja "Chant For Eschaton". Nożkurwa, po co zmieniać coś co już jest doskonałe? Po co mi nowa wersja tego utworu z chórami rodem z "The Apostasy". Auto-profanacja, zabieg dla mnie niespotykany...

Wiadomo, płytka jest ekskluzywnie wydana, w środku czeka nawet plakat, jak w slipcasie "The Apostasy". No ale nie o opakowanie tu chodzi a o zawartość. Wiadomo że to "collector's item" i fani, a raczej fanatycy, wydadzą na nią ostatnie grosze z rozbitej świnki skarbonki, ale następnym razem życzyłbym sobie żeby moją uwagę przyciągnęło coś więcej niż okładka.

Grzegorz Żurek