Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Resistance

The Resistance - Muse

The Resistance

Wykonawca:

Muse

6 /10

Nowa płyta Muse zapowiadana była jako powrót do brzmień z lat 80. Wyszło trochę inaczej.

Zaczyna się bardzo przebojowo. Można by się czepiać, że rytm skądś znamy, melodię też już słyszeliśmy, a frazy wyśpiewywane przez Matta Bellamy'ego niczym nie zaskakują. Można, ale po co? Czy nie lepiej pobujać się i pośpiewać chóralnie: we will be victorious!?

Następny utwór, tytułowy, to klasyczna receptura Muse - motoryczna perkusja, ckliwa melodia fortepianu i emocjonalny tekst. Będzie drugi singiel? A może panowie zdecydują się na numer 3 na płycie - "Undisclosed Desires"? W tym przypadku Matt pozazdrościł Chrisowi Cornellowi kolaboracji z Timbalandem i postanowił przedstawić swoją wersję współczesnego R&B. Ciekawe czy na klipie pojawią się okrąglutkie czarnulki i cadillac? Wyszło zgrabnie, ale zbyt mało oryginalnie.

To jednak dopiero początek. "United States Of Eurasia" zmusił mnie do przejrzenia wkładki płyty. Byłem pewien, że Matthew Bellamy jakimś cudem wydębił od Briana Maya niepublikowany wcześniej utwór Queen i postanowił dograć do niego swój wokal. Mamy tu wszystko co charakterystyczne dla Królowej - harmonia, melodia, chórki, dialogująca gitara. Cudo! Ale gdzie jest Muse? Na pewno nie w lekko chopinowskiej końcówce...

Może w Guiding Light? Zaczyna się bombastycznie, ale w refrenie można już usłyszeć barwę gitary i wokalu a'la U2. Za wcześnie się ucieszyłem. "Unnatural Selection" i "MK Ultra" to wreszcie stary, dobry Muse. Pokręcone riffy, charakterystyczna perkusja i wokalne zawodzenia - poczułem się jak w domu. Okazało się jednak, że był to już ostatni występ zespołu Muse na płycie Muse.

"I Belong To You" to w pierwszej części zasłużony dla sceny ska Madness, a w drugiej znowu Queen, tym razem w wydaniu balladowym. Końcówka płyty to zaspokojenie klasycznych ciągot lidera zespołu. Trzyczęściowa suita (wg tytułu to nawet symfonia) po raz kolejny udowadnia, że wycieczki składu rockowego na terytoria zarezerwowane dla panów w smokingach kończą się na ogół błądzeniem i śmiercią głodową.

Jeżeli przyjmiemy, że pomijamy trzy ostatnie utwory i jeśli cenimy sobie w zespołach to, że próbują grać jak ich idole, to "The Resistance" należy ocenić jako płytę wybitną. Wszyscy lubiący sprawdzać ilość cukru w cukrze, a w tym przypadku ilość Muse na płycie Muse mogą mieć inne zdanie...

Michał Osuch

 

Zdaniem Tomasza Hajduka:

Po ponadprzeciętnym sukcesie albumu "Black Holes & Revelations" Matt Bellamy i jego zespół nie mieli innego wyjścia, jak tylko stworzyć coś bardziej spektakularnego i wdrapać się wyżej na barykady z walecznym przesłaniem nawiązującym do treści książki "Rok 1984" Orwella. Wybierając inne wyjście, czyli tworząc po prostu gitarowe przeboje, mogli niechybnie polec w boju z krytykami. Z "The Resistance" płyną do nas zakodowane dobre wieści. Uzdolnieni muzycy Muse trwają na posterunku. Płyta zaskakuje różnorodnością i jest nadzwyczaj intrygująca. Początek mamy typowy. "Uprising" jako chwytliwe, elektroniczno-rockowe wprowadzenie sprawdza się doskonale. W kolejnym "Resistance" robi się coraz lepiej. W refrenie poprzedzonym fajnymi chórkami w stylu "Bohemian Rhapsody" Queen Bellamy dramatycznie wyśpiewuje wersy będące przesłaniem całej płyty: "Love is our resistance, they’ll keep us apart and they won’t stop breaking us down". Za chwilę znowu szok. "Undisclosed Desires" rozpoczyna się zagrywką niczym z płyty Nelly Furtado firmowanej przez Timbalanda. Czyżby powtórka z Chrisa Cornella? Potem znów zaskoczenie. W "United States of Eurasia" słyszymy fortepian - to już zupełny odlot. Matt Bellamy poczyna sobie z minuty na minutę coraz odważniej i wychodzi mu to fantastycznie. Kawałek "Unnatural Selection" cieszy uszy rockowym riffem i solówką gitarową z włączonym fuzzem. Przez siedem minut dzieje się w tym utworze więcej, niż na całych albumach innych zespołów. A to dopiero połowa materiału. Resztę zostawiam Wam do przesłuchania. A naprawdę warto. Ładunek twórczy i ambicja załogi prowadzonej przez Bellamy’ego wybuchły na "The Resistance" z niezwykłą siłą. Talentu gitarowego lidera Muse za wiele na tym albumie nie słychać, lecz słychać talent wokalny, kompozytorski i talent całego zespołu do budowania złożonych aranży. Muse zaatakowali na "The Resistance" z kilku zupełnie niespodziewanych kierunków.

Ocena: 10/10

Tomasz Hajduk