Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Człowiek Motyl

Człowiek Motyl - Ciryam

Człowiek Motyl

Wykonawca:

Ciryam

8 /10

Ale heca! Nie wiem czy ja przespałem 2008 rok, czy co ja robiłem podczas tego roku pańskiego, że przegapiłem tak zacną pozycję jak "Człowiek Motyl" rodzimego zespołu Ciryam. Ta wiem, dla wielu gotyk jest passe, ale przeczytajcie lepiej co ma do powiedzenia na temat tej płyty człowiek, który za tym gatunkiem, mówiąc lekko, też nie przepada. A przepada za omawianym tu albumem.

Pierwsze dźwięki "Venus" rozbrzmiewają w głośnikach i od razu robi się jakoś tak "wishmasterowo". Ale niech Was ten Nightfiszowy kierunek nie zwiedzie na manowce, bo już po chwili Ciryam odpala swoje petardy, ukazując nam swoją wizję gothic metalu. Wizję mocno pokombinowaną i uciekającą trochę w stronę Finlandii. Bo co warto nadmienić Ciryam nie kopiuje lokalnych patentów i nie ucieka w mroczną otchłań cmentarnych bram skąpanych w świetle księżyca, które pochłaniane jest również przez róże rosnące na grobowcu wiecznie śpiących kochanków. No dobra, zagalopowałem się. Chodzi mi o to, że zamiast powielać znane, "polskie" schematy, czy w ogóle jakiekolwiek schematy, Ciryam szuka swojej drogi.

Widać to już we wspomnianym wcześniej "Venus", w którym klimat lawiruje pomiędzy paroma odcieniami, a końcówka oferuje nam "zagęszczone" tło. Następny w kolejce "Color" to też kombinowanie i mieszanie mocniejszych motywów w refrenie ze spokojniejszymi zwrotkami. Warto nadmienić również, iż utwór ten oferuje intrygującą partię instrumentalną z perkusją i klawiszami w roli głównej. "Twarze Faraonów" to znów jakiś taki nightwishowy wstęp na parapecie, który przeradza się w pozytywnie chwytliwy kawałek. "Niczyja" natomiast to mocniejsza kompozycja, tak samo jak następny w kolejce "Virus". W "Diler" muzycy pokazują, że opanowali grę na swoich instrumentach na niebagatelnym poziomie. Jedyną rysą dla mnie jest ostatni track "Igła", ale nie chodzi o muzykę, tylko o lekko trącający banałem tekst.

I tak to wygląda właśnie - odpowiednia równowaga między mile rzeźbiącymi gitarami, a dodającymi klimatu klawiszami. Więcej niż poprawnie śpiewająca wokalistka, która, co ważne dla mnie w tym gatunku muzycznym, nie męczy swoim głosem. Poszukujące i ambitne aranże. A całość ubrana w ciepłe, acz z odpowiednim ciężarem brzmienie. Chociaż na pewno całość miałaby jeszcze lepszy sound, który wycisnąłby maximum z muzycznej oferty Ciryam, gdyby "Człowiek Motyl" nagrywane było gdzieś za granicą. Takie moje zdanie skromne.

Skoro mnie się "Człowiek Motyl" podoba, to coś musi być na rzeczy. Na Castle Party nie bywam, w "Zmierzchu" się nie zaczytuje, oczka kreską nie podkreślam a jednak lubię ostatnią płytę Ciryam. Dla polskich fanów ten album może być odskocznią od kolejnych, podobnie brzmiących gotyckich kapel, i może wywołać pewien szok, że w naszym kraju też można w tym gatunku kombinować i szukać. Czuć tu też jeszcze rezerwy, jestem wręcz pewny, że następną płytą odpalą na poziom światowy. Czy mam rację czas pokaże, tymczasem polecam wszystkim mrocznym damom, które jeszcze Ciryam nie znają, sięgnięcie po ten krążek.

Grzegorz Żurek