Każdego, kto po wydaniu przez Marduk "Plague Angel", mówił że Szwedzi wyjdą jeszcze na ludzi spotykały zdziwione spojrzenia i ironiczne uśmieszki. Ekipa Morgana przyzwyczaiła słuchaczy do hołdowania zasadzie, że "gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy", czym zanudzała większość fanów metalu. Tymczasem przyszedł 2007 rok i okazało się, że "niespodzianki chodzą po misiach" jak zwykł był mówić Kubuś Puchatek.
Łatwiej było trafić szóstkę w Totka, niż zmusić się do spodziewania się po Marduk płyty zróżnicowanej, przemyślanej i klimatycznie wielowarstwowej. Tymczasem "Rom 5:12" skosił równo z trawą, nawiązaniami do doom metalu, brzmieniem i inteligencją w budowaniu kompozycji, zaś "Accuser/Opposer" ze wspomnianego albumu to, do dziś uważam, jedna z najlepszych kompozycji szwedzkiego czarnego metalu. Czy Morgan zapomniał wtedy chwilowo jak tworzy się na zasadzie "kopiuj-wklej", czy też Mortuus aka Arioch postanowił zrobić z Marduk Funeral Mist ver.2.0 nie wiem. Wiem, że z wypiekami na mordce oczekiwałem sukcesora "Rom 5:12". I się nie zawiodłem.