Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Theogonia

Theogonia - Rotting Christ

Theogonia

Wykonawca:

Rotting Christ

Gatunek:

Black metal

9 /10

Teogonia (gr. θεογονία theogonia) - część teologii lub mitologii, zajmująca się kwestią pochodzenia bogów. Jest to najczęściej pieśń przedstawiająca narodziny bogów. Religioznawstwo współczesne traktuje kwestie teogonii symbolicznie, uznając opisywane przez nią zdarzenia jako wyraz wielu funkcji sfery sacrum. Przykładem teogonii jest Teogonia Hezjoda opisująca powstanie i losy bogów greckiego panteonu, a także teogonie indyjskie zawarte w Puranach. (z Wikipedii).

W 2007 roku najsłynniejsi greccy metalowcy spod szyldu gnijącego Chrystusa postanowili wziąć na warsztat zagadnienie teogonii, robiąc z historii traktującej o powstaniu rodzimego antycznego panteonu koncept liryków... i nie tylko. W każdej nutce albumu "Theogonia" obecny jest mistyczny vibe, a w dźwiękach zawartych na albumie czuć hellańskie pochodzenia ekipy Sakisa.

Zwyżkę formy i powrót do czasów hegemonii spod szyldu "Thy Mighty Contract" zwiastuje już pierwszy utwór na "Theogonii". "The Sign Of Evil Existence", "The Sign Of Prime Creation" - brzmi podobnie? I tak jak kompozycja z przeszłości, tak otwieracz ostatniej płyty Rotting Christ oferuje nie lada soniczny wypizg. Początkowa sieczka, z mile rzężącymi gitarami świetnie koresponduje z omawianym w liryku chaosem, z którego wychodzą pierwsi bogowie. Nieczęsto udaje się muzykom osiągnąć takie współgranie tekstów z muzyką, a jeszcze w metalu nad wyraz ekstremalnym jest to osiągnięcie jeszcze większe. Otwieracz przechodzi płynnie w singlowy "Keravnos Kivernitos", który po równie jadowitym początku jak w openerze płyty, oferuje więcej melodii i przestrzeni w późniejszej części. W kompozycji tej pojawiają się też chóry śpiewane w rodzimym języku muzyków Rotting Christ, i trzeba przyznać, że wypada ten element znacznie lepiej niż na wydanej parę miesięcy później "The Apostasy" rodzimego naszego Behemotha. Bardziej tutaj te chanty pasują do muzy, po prostu.

"Nemecic" oferuje nam znów potężne chóry i jakieś lokalne instrumenty, do wtóru których pójdziemy w mosh, niczym przy dźwiękach piszczałki Fauna. Kompozycja ta też utrzyma jest w spokojniejszym tempie niż poprzedzające je utwory. Jednak już następny "Enuma Elish" znowu powraca na tory szybkiego i szalonego grania, z podniosłym i patetycznym refrenem. "Phobos' Synagogue" wieńczy pierwszą część płyty. Jest to fajnie motoryczna, "jadąca" kompozycja, z ciekawymi zagrywkami na gitarze.

Kolejne pięć utworów zasadniczo nie odbiega od stylu wyznaczonego przez pierwszą połówkę "Theogonii". Znów mamy kompozycję łączące melodie z czadem i poza-metalowymi elementami ("Gaia Tellus"), rozpędzone niczym Struś Pędziwiatr killery ("Rege Diabolicus"), udane średnio-tempowce ("He, The Aethyr") czy tracki stawiające na klimat ("Helios Hyperion", "Threnody"). Wszystko opakowane w świetne, wybitnie nie black metalowe brzmienie. Czytelne, mocarne, selektywne. Szczególnie fajnie wyprodukowane są na "Theogonii" gitary, które "żrą" aż miło! Jedynym minusem jest lekko plastikowa perkusja.

Po "Sanctus Diavolos" można było oczekiwać od Greków zwyżki formy i kontynuowania łączenia piękna z brzydotą, ale że Rotting Christ tak szybko osiągnie w tym perfekcję nie spodziewał się chyba nikt. Świetny koncept, natchniona i magiczna muzyka, wzbogacona o wiele poza-metalowych elementów (chóry, intsrumentarium), które świetnie wzbogacają brzmienie całości. A przy tym wszystko wciąż pozostaje ekstremalnym metalem, Grecy wciąż grzmocą niczym piorun wypuszczony właśnie z łapki Zeusa. Kto teraz powie, że ekstrema jest nudna?

Grzegorz Żurek