Recenzja najnowszego albumu grupy Rammstein "Liebe Ist Fur Alle Da" musiała być jednym z podstawowych punktów na naszej październikowej liście artykułów. Wiadomo, ciężko jest wrócić po kilku latach nieobecności na rynku wydawniczym bez tak zwanego eventu. Ostatni porządny materiał Rammstein nagrał w 2004 roku, potem już były tylko płyta z odrzutami o wątpliwej jakości ("Rosenrot") i efekciarskie DVD ("Volkerball") i cisza. Ciszę przerwał opublikowany w internecie kontrowersyjny teledysk, współgrający z tytułem kompozycji "Pussy", i nie chodzi tu o "Pussy" jako słodkiego kociaka, ale o parę słodkich kociaków i kilku jurnych szwabów.
Każdy chyba to video widział, mimo iż zbanowane zostało wszędzie. Każdy komentował sztuczne cyce klawiszowca, "bimbo" urodę występujących tam dzierlatek i debatował nad tym jak naprawdę nakręcono ten teledysk. Śmiechom nie było końca, gdy nagle radosne i rubaszne chichotanie zmieniło się w ciche pochlipywanie, śmiech przerodził się w śmiech przez łzy. Otóż Rammstein wyrolował wszystkich. To był właśnie event, który ponownie zwrócił na nich uwagę. Pomijając otoczkę skandalu i to nieszczęsne video "Pussy", jako utwór, to rzecz wątpliwej jakości.