Kup Magazyn Gitarzysta

S&M - Metallica

S&M

Wykonawca:

Metallica

Gatunek:

Heavy metal

5 /10

Co może zrobić zespół, który właściwie osiągnął już wszystko? Zarobił miliony dolarów, sprzedał dziesiątki tysięcy swoich płyt i jest uznawany za kultowy? Cóż, wtedy pozostaje już tylko zorganizowanie sobie wakacji do końca życia albo dalsze eksperymentowanie i nagrywanie płyt.

Jak wiadomo Metallica wybrała ten drugi wariant, czym zarobiła sobie od wielu sporo kuksańców. "Load" i "Reload" przekonywały swoją zawartością tylko częściowo, zaś "Garage Inc.", z wiadomych względów, nie wniósł do twórczości grupy niczego nowego. "S&M" można zaś uznać za ciekawy eksperyment…

Sama koncepcja nagrania przez Metallikę płyty koncertowej ze współpracą orkiestry symfonicznej wyszła ze strony Michaela Kamena, dyrygenta Orkiestry San Francisco. Pomysł można uznać za interesujący, gorzej z jego realizacją. Część utworów zabrzmiała w dość intrygujący sposób, jak choćby "The Call Of Ktulu", któremu orkiestra dodała monumentalizmu i rozmachu. Podobnie "Nothing Else Matters", "Bleeding Me" czy "Outlaw Torn" stały się dzięki nowym aranżacjom kompozycjami znacznie ciekawszymi. Niestety takie klasyki jak "Enter Sandman" czy "One" wypadły niezwykle chaotycznie, a gra zespołu nie współgra z tym co wykonuje orkiestra. Kamen nie wykorzystał nawet w 10% możliwości jakie daje "For Whom The Bell Tolls", zaś próba zagrania na tego typu koncercie "Battery" uznać można tylko za nieporozumienie.

Osobną sprawę stanowią dwie nowe kompozycję, które umieszczono na albumie. "Minus Human" to ciężki numer mogący dobrze wypadać nawet bez symfoników. Bardziej melodyjny "No Leaf Clover" ukazuje zaś kierunek, w którym swoją muzykę - jak sami przyznawali w wywiadach - chcieli skierować Ulrich i spółka. Utwór jest istną huśtawką emocjonalną, raz mocny, agresywny i metalowy, za chwilę potem wręcz balladowy i liryczny. W ostrzejszej części uwagę zwraca wokal Hetfielda, który po raz pierwszy w historii Metalliki zahacza barwą swojego głosu o falset.

"S&M" jest wydawnictwem nierównym. Podobnie jak w wypadku pozostałych płyt grupy wydanych w latach 90. Byłby pozycją dość interesującą, gdyby zdecydowano się na umieszczenie na nim tylko połowy zarejestrowanego materiału.

Jacek Walewski