Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Immerse In Infinity

Immerse In Infinity - Lost Soul

Immerse In Infinity

Wykonawca:

Lost Soul

Gatunek:

Death metal

10 /10

Z góry założyłem sobie, że muzycznie nic mnie już w tym roku nie zaskoczy, w sumie nie wiem dlaczego. Że niby po Mastodon, Heaven And Hell, Rootwater, Indukti, Behemoth czy Black River nic mi już michy od ucha do ucha nie ucieszy, nic nie zszokuje i nie wywoła radosnej ekscytacji... Okazało się, iż założyłem sobie błędnie. Ladies and gentlemans (istnieją jeszcze tacy na ziemi?) - oto death metalowy album roku 2009!

Mowa rzecz jasna o Lost Soul i ich nowej propozycji "Immerse In Infinity". Zacząłem słuchać tej kapeli cztery lata temu, przy okazji ukazania się płyty "Chaostream". Płyty przekozackiej, warto wspomnieć. Ale mimo iż tamten album brzmiał dla mnie jak "Demigod" Behemotha z jeszcze większą niż na protoplaście, przepraszam za kolokwializm, "kurwą", tak czegoś mi w nim brakowało. Brakowało mi na albumie z 2005 roku eksplozji geniuszu, która nastąpiła teraz.

Nie oczekiwałem nic od Lost Soul, więc być może tym większa jest moja radość z obcowania z "Immerse In Infinity". Mimo iż ubóstwiam np. mocarny "The World Of Sin", to specjalnie nie płakałem gdy kapela pozostawała w stanie uśpienia. Gdy dowiedziałem się, iż Lost Soul wraca odmienione i z nowym kontraktem spokojnie oczekiwałem na rezultaty ich pracy. Ale gdy słucha się "Immerse In Infinity" spokojnym już po prostu nie da się pozostać.

Co zwraca uwagę tuż po pierwszym przesłuchaniu tej płyty, to rozmach, z jakim jest ona skomponowana. Coś jakby Vital Remains spotkało na swej drodze Immolation, kradnąc parę riffów Morbid Angel a zarazem pożyczając przy tym trochę wirtuozerii nieodżałowanego Chucka Schuldinera. I nie jest to zlepek niepasujących do siebie elementów, tylko logiczna kontynuacja "Chaostream", wzbogacona o większą dozę synkretyzmu death metalowych patentów. Inkorporując motywy bardziej znanych wyjadaczy Lost Soul pozostaje jednak sobą, i podąża ścieżką wytyczoną przez nich samych. Kosmiczna okładka jest tutaj wskazówką, bo ten "kosmos" jest obecny - w poza-metalowych ozdobnikach, w poziomie całości i klimacie, jakże dalekim od np. kosmicznego soundu z dyskoteki o nazwie Samael.

Co dalej zwraca uwagę, to fakt, iż trzeba tą płytę odsłuchać kilka razy. Mnie spodobała się za pierwszym obrotem, ale z każdym kolejnym wyłapywałem coraz to nowsze elementy, i lepiej ogarniałem całość. Czego tu nie ma? Karkołomnych przejść, gitarowych harmonii, nieziemskich solówek itepe, itede. W każdym z tych ośmiu numerów dzieje się tyle rzeczy, że można napisać o nich kilka prac magisterskich. A same kompozycje zaskakują - przede wszystkim tym, że przy kolosalnych długościach trwania w ogóle nie nudzą. Odpowiednie nasycenie i zagęszczenie tej muzy, ciągła "płynność" i INTELIGENCJA bijąca z każdej nutki nie pozwala nam na moment odejść od głośników. I nawet gdy nagle "...if the dead can speak" zaczyna się dziwnie modern metalowo, to wiemy, że i tak za moment ten utwór zmiażdży co trzeba.

No i to brzmienie...Tak mocarnych gitar na death metalowej produkcji NIGDY jeszcze nie było! Równo ciosane, morderczo ciężkie, rzeżące niczym zapowiedź kosmicznej apokalipsy. Bracia Wiesławscy, którzy miksowali całość, to już wyrobiona marka gwarantująca światową jakość, toteż o przypadku mowy być nie może.

Ta płyta to dla mnie rewolucja, naprawdę. Ktoś powie, że przecież to tylko, jak napisałem wyżej, pomieszanie najlepszych death metalowych patentów w jedną całość. Hehe, skoro to takie proste, to czemu takie płyty jak "Immerse In Infinity" nie wychodzą na co dzień? Bo oprócz tego, że Lost Soul A.D. 2009 perfekcyjnie wypełnia lukę po Morbid Angel, który nagrywa, nagrywa i nagrać nie może, to obok wspomnianego miksu szlachetnych śmierć metalowych patentów dodaje muzyce swój własny autonomiczny pierwiastek. Tak tworzy się nowa jakość, drodzy państwo. Tylko niesprawiedliwym jest, że taki np. Rammstein wraca na szczyty popularności dzięki video do marnego utworu, na którym wszyscy za przeproszeniem się ruchają, a Lost Soul zapewne przejdzie niezauważony, mimo iż nagrał płytę-absolut. Chciałbym się mylić, i mam nadzieję, że Witching Hour zrobi co w ich mocy, by rozsławić tą płytę na świecie... Wiwat wielkie śmiertelne rewolucje: "Left Hand Path" - "Morbid Reich" - "Blessed Are The Sick" - "Heartwork" - "Symbolic" - "Slaughter Of The Soul" - "Amongst The Catacombs Of Nephren-Ka" - "Unholy Cult" - "Dechristianize" - "Demigod" - "Immerse In Infinity"! Wiwat! Death metal znowu dzięki naszym wciąż jest w grze.

Grzegorz Żurek