Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Catharsis

Catharsis - Elis

Catharsis

Wykonawca:

Elis

6 /10

Metal w Liechtensteinie? Elis! Egzotyczny kraj na mapie Europy, egzotyczny zespół. Bo, powiedźmy sobie szczerze, wielu fanów metalu o Elis nie słyszało. Tymczasem gdy ktoś jest maniakiem gotyku powinien czym prędzej nadrobić zaległości.

O Elis najgłośniej było do tej pory w 2006 roku. Za sprawą wydania całkiem udanej płyty "Griefshire", oraz tragicznej, nagłej i przedwczesnej śmierci ich pięknej i utalentowanej rudowłosej wokalistki Sabine Dunser. Po trzech latach od tego wydarzenia ekipa Elis powróciła z nową wokalistką z może nie przełomowym albumem, ale na pewno też nie słabym.

Głos Sandry Schleret ustawia na starcie całą zawartość muzyczną. Sabine brzmiała bardziej jak Liv Kristine, nowej pani za mikrofonem bliżej wokalnym klimatom rodem z krainy tulipanów. Duch takich zespołów jak Epica czy After Forever jest żywo obecny również w nutkach wygrywanych przez instrumentalistów na "Catharsis". Tak jak "Griefshire" ocierał się, nazwijmy to, o stylistykę thrash/gothic, tak na nowej płycie mamy do czynienia z czystej próby "europejskim gotykiem".

Czyli kwestia stylu wyjaśniona - zalatujące power metalem granie instrumentalistów, dodający klimatu w tle klawisz, i klarowne kobiece wokale połączone niekiedy, o zgrozo, z męskim growlingiem. Całość ma sound podobny do ostatniej produkcji Leaves' Eyes, ale wystarczy zobaczyć kto kręcił gałkami w studiu i wszystko się wyjaśni. Alex Krull widać lubuje się w brzmieniu selektywnym, lekko "ciepłym" a zarazem posiadającym odpowiednią moc, bo nie dość, że wybrał takie opakowanie dla muzyki rodzimej kapeli, to sprzedał identyczną produkcję Elis.

Ale zdecydowanie najlepiej kapela z Liechtensteinu wypada, gdy przestaje bawić się w "followers, not leaders" i wrzuca do muzyki więcej swoich patentów. Jak na przykład fajny pasaż gitarowy w "Warrior's Tale" - zarazem nostalgiczny i chwytliwy. Elis nie zapomina też, że jeszcze niedawno grali naprawdę z pazurem, w wybranej stylistyce, i gdy powraca dawna moc znów robi się przyjemniej ("Morning Star" czy "Twinkling Shadow" na przykład... no, oprócz refrenu). Gorzej zaczyna się robić, gdy Elis próbuje kopiować Battlelore ("Des Lebens Traum-Des Traumes Leben"), bo wychodzi to mało wiarygodnie. Pseudo-folkowe patenty trochę gryzą się z ich muzyczną propozycją, po prostu. No i te kawałki po niemiecku... Chociaż może moja awersja wynika z tego, że w szkole nie cierpiałem tego języka, nie wiem.

Przyjemna płytka, naprawdę. Jest trochę mocy, trochę "catchy" momentów, trochę tego "gotyckiego ducha", są urozmaicone kompozycje. Brak jedynie dawnego doładowania do muzy i więcej ciężaru w brzmieniu. No i brak jakiegoś wyraźnego określenia się, bo zlepiając dużo w jedno, Elis rozmienił się na drobne. To jeszcze nie jest dla Elis płyta, którą mogą konkurować z Epica czy Nightwish, ale jest to naprawdę udany powrót tego zespołu po tragedii, która była ich udziałem. Pozbierali się, wydali przyzwoity album, który może być bazą ich późniejszej sławy. I choć tytułowy "Catharsis" jeszcze przed nimi i nami, to i tak Elis i fani gotyku mogą być z tej płyty zadowoleni.

Grzegorz Żurek