Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Walk With Me In Hell

Walk With Me In Hell - Lamb of God

Walk With Me In Hell

Wykonawca:

Lamb of God

4 /10

Lamb Of God dosięgnęło ostatnimi czasy szczytów popularności. W trasy zabierają ich najwięksi ze Slayerem, Megadeth i Metalliką na czele. Choć za ich najlepsze wydawnictwo uznać można "Ashes Of The Wake" to swoją pozycję zespół potwierdził albumem "Sacrament". O procesie jego nagrywania oraz promowania opowiada właśnie dwupłytowe DVD "Walk With Me In Hell".

Wydawnictwo składa się z kilku części. Mamy tutaj raport ze studia, ukazujący rejestrowanie "Sacrament", film dokumentujący trasy koncertowe, jakie zespół zagrał po wydaniu płyty, zapis występu z Download Festival, kilka klipów koncertowych i reportaż z planu zdjęciowego do teledysku "Redneck" wraz z samym obrazkiem.
 
Ze wspomnianych filmów niestety wieje nudą. Raport ze studia może jeszcze zaciekawić co wierniejszych fanów, chcących zobaczyć jak ich idole jammują na próbach czy jak poświęca się wokalista Randy Blythe, by wydobywać z siebie słyszane na płytach ryki. Znacznie gorzej prezentuje się dokument ukazujący życie w czasie tour. Widzimy tu bowiem pięciu dorosłych facetów, którzy, by nie zwariować w tak nienaturalnych warunkach, zachowują się jak nastoletni chłopcy. Są pogaduchy z równie niezrównoważonymi fanami, wąchanie przepoconych trampków, zabawy ze sztuczną kupą i masa wypowiedzi samych muzyków, którzy każde napotkane zjawisko zdają się potrafić skomentować tylko słowami "awesome" i "fantastic". Dowiadujemy się też trochę o ich prywatnych hobby. I tak Mark Morton lubi wyścigi samochodowe, Randy Blythe grillowanie i picie piwa, John Campbell grę w karty, Willie Adler remontować swój dom i obiadki z rodziną zaś jego brat Chris… grać na perkusji.

Członkowie Lamb Of God zdają się być w swoim żywiole stojąc na scenie. Stąd też ich występ na Dwonload jest najmocniejszą częścią "Walk With Me In Hell". Choć po koncertach wydają się być nudni jak flaki z olejem, w czasie swojego performance aż kipi z nich energią. Zwłaszcza od Randy’ego, który utrzymuje fantastyczny kontakt z publiką. Pozostaje tylko żałować, że na obu DVD znalazło się tak mało muzyki a tak dużo błazenady. Niestety wspomniane teledyski koncertowe to tylko zlepki fragmentów z różnych występów z dodanymi do nich ścieżkami utworów zarejestrowanych na żywo.

Ogólnie, Lamb Of God swoim trzecim (!) DVD w swojej dyskografii raczej zawiedzie wszystkich tych, którzy oczekiwali po nim dobrze wykonanej muzyki. Tylko dla fanatyków!

Jacek Walewski