Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Bar-do Travel

Bar-do Travel - Proghma-C

Bar-do Travel

Wykonawca:

Proghma-C

9 /10

Oj, obfituje muzyczna jesień w niespodzianki, obfituje. Po bujającym Black River, zaskakującym Alice In Chains i morderczym Lost Soul przyszła kolej, co cieszy, na następnych rodaków, którzy atakując znikąd kruszą i niszczą w pył wszystko co staje na ich drodze.

Myślałem że w rocznym podsumowaniu będę musiał po prostu rzucić monetą by wybrać spomiędzy Riverside a Indukti w kategorii lokalny prog, a tutaj proszę, doszedł kolejny kandydat do korony. Który zespół ma "na mieście" opinie najlepszych kombinatorów w szeroko pojętym rocku? Tool! Który zespół ma na "na mieście" opinie najlepszych kombinatorów w szeroko pojętym metalu? Meshuggah! Więc czemu dopiero teraz ktoś pomyślał, że aby kombinowanie w muzyce wznieść na wyższy level, to trzeba pomieszać patenty obu tych kapel?!

Ale Proghma-C nie bawi się na swoim debiucie li tylko w kopistów, choć inspirację są wyraźnie słyszalne. Do muzyki z pogranicza prog-rocka i math-core'a dodaje wiele elementów autonomicznych. Dużą rolę na "Bar-do Travel" odgrywają klawisze, które generują dziwny, kosmiczny klimat i tworzą świetne tło dla instrumentalnej ekwilibrystyki. Dźwięki te przywodzą na myśl ambient, ale niekiedy zahaczają o noise czy nawet jakieś transowe pulsowanie. Co ważne w dalszej propozycji Proghmy-C, to fakt, iż całość jest bardziej... hmm... "muzyczna" niż oferta ich zacnych protoplastów z Meshuggah i-im-podobnych.

Zamiast zmasowanych i skomasowanych ataków polirytmicznego hałasu i technicznych wygibasów mamy do czynienia z przestrzenią, w której całość egzystuje, i daje się ogarnąć. Miast atakować błony bębenkowe słuchacza ścianą dźwięków, dostajemy wszystko jak na dłoni, przejrzyste, ale wciąż pokręcone i połamane. Same kompozycje natomiast potrafią zaskoczyć nagłymi zmianami klimatów i zagrywek. Utwór potrafi przejść nagle z leniwego szeptania do ucha do głośnego krzyczenia, w kilku miejscach podobnego do innych lokalnych herosów - Blindead. Co cieszy niczym wisienka na torcie, już na sam koniec litanii zachwytów, to wokal. Piotr "Bob" Gibner nie tylko bawi się w Kidman'owy krzyk, ale umie też zaśpiewać, by ukoić poszarpane nerwy. Choć w tych niemal melodeklamacjach wychodzi, na moje ucho, lekko kanciasty akcent... No ale cóż, taka cena za to, że wszyscy niemal polscy rockmani bawią się w anglosasów, zapominając o czym pisał Rej wieki temu.

Dla fanów technicznie zawiłych, niejednoznacznych płyt "Bar-do Travel" to rzecz jak znalazł. Kolejny polski zespół, który zaskoczył i zaskakiwać będzie, mam nadzieje, dalej. Mocny kandydat do debiutu kończącego się już powoli roku.

Grzegorz Żurek