Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Summer Remains

Summer Remains - Dick4Dick

Summer Remains

Wykonawca:

Dick4Dick

Gatunek:

Indie rock

2 /10

Ten artykuł powinien być bardzo krótki. Jednym słowem: "omijać" można by opisać nową płytę Dick 4 Dick i temat zakończyć. Ale w związku z tym, iż obowiązek i przyzwoitość tego wymagają, to chwilę, w słowie pisanym, poznęcam się nad "Summer Remains".

Są w życiu człowieka, który recenzuje wydawnictwa muzyczne dni ciężkie. Dni, w których niemiłe zaskoczenie przeradza się w szok, który zmienia się w odrazę. Gdy siadasz wygodnie w fotelu słuchając właśnie płyty zespołu, który miał być nadzieją i alternatywą dla zastałego polskiego rocka a otrzymujesz, mówiąc mało dobitnie, amatorskie nie wiadomo co.

Radiowa Trójka rozpłynęła się w zachwycie nad nowym singlem Dick4Dick, "Hollywood", ale w sumie to nie dziwne. Bo to jedyny z kawałków z "Summer Remains", który da się w całości przeżyć (pytanie po co). Reszta u-tworów, to koszmar godny pierwszych produkcji z Freddym Kruegerem. Skoro zacząłem jednak w miarę uprzejmie, to wymienię jeszcze parę pozytywów nowej płyty Dicków, zanim zacznę rzucać mięsem. Godny uwagi na omawianej tu płycie jest jeszcze obok szturmującego listę Trójki "Hollywood" przerywnik "Paź Królowej", mający fajnie dyskotekowy klimat. No i w sumie "Girls Against Period" (tytuł im wyszedł, co nie?), który też ma jakiegoś takiego ducha Bee Geesów połączonego z uśmiechem Johna Travolty. Tyle dobrego.

Czas na Mortal Kombat. Mam kolegę, który siedząc w domu przed komputerem nagrał kiedyś demko. Pitoląc dwa dźwięki co pięć minut. I wyszła mu ta jego "płyta" o wiele ciekawiej niż Dickom, którzy chyba nagrywali w podobny sposób. "Domowo-garażowe" brzmienie miało by sens, gdyby całość nie trącała amatorką. A trąca, i to mooocno. Nie wiem, czy to z powodu uszczuplenia składu personalnego Dick4Dick postanowiło nagrać pół-produkt, zabrakło im głów do wymyślania lepszych pomysłów? Nie wiem... Wiem, że kompozycje, w których jeden motyw leci przez cały czas, uzupełniany przez jakieś na siłę "fajne" ozdobniki nie są ciekawe. Co interesujące w "Run Run Run" chłopaki ukradli riff Stonesom... Bo o to im chyba chodziło: uchwycić ducha pierwszych Woodstocków, Lata Miłości i zamknąć to w płycie, pozostałości lata. No ale umknął Dick4Dick pewien fakt. Tamci twórcy przełomu lat 60/70 mieli, po pierwsze, jakąś iskrę bożą w sobie, po drugie, i co najważniejsze, mieli w sobie naturalny luz. Bo co najbardziej mierzi na "Summer Remains" to fakt, iż chłopaki chcą na siłę pokazać jacy to są luźni, zabawni i w ogóle. Niestety, bliżej mi humoru "spontanicznego" jaki reprezentuje Wojewódzki niż wyreżyserowanej groteski a'la Szymon Majewski, a coś takiego czuję na tej płycie.

Jak to ma być nadzieja polskiej muzyki alternatywnej (jak przeczytałem tu i tam), to nie widzę przyszłości tej polskiej muzyki alternatywnej... Możecie powiedzieć, że "nie czaję klimatu", że bliżej mi death metalu. Ale muzyka ma pozostać muzyką. W byciu fajnym, trendy i jazzy Dick4Dick chyba zapomina o tej najważniejszej rzeczy, że jeszcze niedawno nagrywali nawet coś ciekawego. Ale nic to, ważne że zarobią pewnie kasę na nowym komiksie.

Grzegorz Żurek