Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Ballad Of John Henry

The Ballad Of John Henry - Joe Bonamassa

The Ballad Of John Henry

Wykonawca:

Joe Bonamassa

Gatunek:

Blues rock

8 /10
Już na wstępie bez bicia przyznam, że jest to mój pierwszy kontakt z twórczością Joe Bonamassy. Słyszałem oczywiście masę komplementów pod adresem jego techniki gitarowej, innowacyjności oraz świetnych kompozycji, lecz nigdy nie było to dostatecznym impulsem abym sięgnął po jakąś pozycje z jego dyskografii. W końcu jednak do moich rąk trafił wywiad z tym dość młodym bluesmanem w którym głównym tematem była jego nowa płyta "The Ballad Of John Henry". Bonamassa opowiadał o niej w tak niezwykły sposób, iż uznałem, że to najwyższy czas by bliżej zapoznać się z wirtuozem gitary bluesowej i samemu sprawdzić czy te wszystkie komplementy na jego temat nie są mocno przesadzone… Oczywiście jak pewnie nietrudno się domyślić przesadzone na pewno nie były.

Najnowsza pozycja Joe Bonamassy jest niezwykłym połączeniem bluesa i rocka. Płyta, która równie dobrze może być doskonałą inspiracją dla wszystkich fanów gitary, posiada również wszystkie dodatkowe aspekty, aby spodobać się szerszej publiczności i dzięki którym kilka piosenek spokojnie mogłoby stać się radiowymi "szlagierami". Jest melodia, dużo solówek i groove . Czego więcej potrzeba? Jednak zacznijmy od początku.

Już otwierający płytę tytułowy kawałek "The Ballad Of John Henry" wita nas dość spokojnym lecz szybko wpadającym w ucho riffem. Trzeba przyznać, że utwór bardzo klimatyczny, z dość rozbudowanymi wariacjami gitarowymi i solówkami, co niestety może trochę znużyć osoby nie zainteresowane gitarową wirtuozerią.

Kolejny utwór "Stop!" to typowy smutas. Bardzo spokojna gra Bonamassy w tym przypadku powoduje niestety, że miejscami przychodzi ochota na zmianę piosenki. Szczęśliwie kolejny na płycie "Last Kiss" to już czysty groove! Prosto, lecz prężnie działająca perkusja tworzy wymarzony podkład pod energetyczny riff Bonamassy rodem z Dire Straits. Czysta energia płynąca ze zwrotek tylko zaostrza apetyt na kolejne imponujące gitarowe ataki.

Czwarta pozycja  "Jockey Full Of Bourbon" to utwór Toma Waitsa, który swoim spokojnym charakterem teoretycznie tylko na chwile daje nam złapać oddech, przed jednym z najbardziej masywnych gitarowych riffów na płycie. "Story Of A Quarryman", który od pierwszych sekund wpycha słuchacza w fotel, bezkompromisowo pokazuje, że wszystkie pochwały i komplementy wobec kunsztu Bonamassy nie były tylko pustymi słowami. Wystarczy tylko jedno odsłuchanie tego jakże chwytliwego kawałka, aby podłapać główny riff, który będzie kroczył za nami do końca dnia.

Na następnej ścieżce spotykamy równie ciekawy lecz nieco wolniejszy utwór. Głos Bonamassy idealnie współgra ze schowanymi w tle gitarami i pianinem co buduje dość niezwykły klimat "Lonesome Road Blues" oraz wprowadza  w kolejny również zbudowany na dość spokojnym lecz trochę mozolnym riffie  "Feelin’ Good". Nie jest to jednak koniec spokojnych brzmień zważywszy na to, iż czekają słuchacza jeszcze dwie, miejscami zbyt spokojne piosenki ("The Great Flood", "From The Valley").

W "Funkier Than A Mosquito's Tweeter" jak sama nazwa wskazuje bluesman daje nam porządną dawkę funku, z ciekawie rozbudowanym asortymentem instrumentalnym (trąbki, saksofony).Ostatni strzał w postaci "As The Crow Flies" w początkowych sekundach wdraża drobne wstawki country, co bardzo dobrze wypada w odniesieniu do całego kawałka i na zakończenie zachęca nas do ponownego przesłuchania.

Już powoli kończąc, muszę przyznać, że zostałem bardzo mile zaskoczony propozycjami Joe Bonamassy. Jest dużo bardzo ciekawego grania, są rozbudowane solówki i jak wcześniej wielokrotnie zaznaczałem jest groove. Grzechem byłoby jednak nie napomknąć, że już sam niezwykły głos muzyka tworzy klimat, którego tej płycie bez wątpienia zabrać nie można. Niestety do doskonałości trochę zabrakło, więc 8.

Kuba Rozio