"Żurku, tak już ten świat jest skonstruowany" powtarzam sobie ilekroć widzę mega-luzaków - rodzimych raperów, zagranicznych ładnych chłopców podrygujących do bitów Timbalanda czy innych uśmiechniętych wykonawców re-definiujących pojęcie "sztucznego luzu" w jakiejkolwiek telewizji muzycznej. "Tak już jest świat skonstruowany", mówię sobie, "Musi istnieć marny ogół, by jednostki mogły wyróżniać się swoją zajebistością".
Ale są sytuacje, kiedy nie mogę mydlić sobie oczu marnymi wymówkami. Kiedy nie znajduje odpowiedzi na nurtujące mą filozoficznie usposobioną duszę pytania. Jak na przykład dlaczego genialny niemiecki zespół, President Evil, marnuje się na samym dole marginesu popularności, mimo iż wysmażył dwa krążki, których słuchać mogę dzień i noc, on and on i wciąż mi się nie nudzą. Fenomen jakiś?