Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Congregation Of Damned

Congregation Of Damned - Atreyu

Congregation Of Damned

Wykonawca:

Atreyu

7 /10

Wedle zapowiedzi, "Congregation Of Damned" miała być ukoronowaniem ponad 10-letniej działalności Atreyu. Wokalista Alex Varkatzas kilkukrotnie podkreślał, że płyta ma dla nich ogromne znaczenie. Wierząc jego słowom, dopiero teraz muzykom udało się pokazać  prawdziwe oblicze. Czy jednak nowa twarz mistycznego wojownika przypadnie do gustu miłośnikom ciężkiego brzmienia?

"Congregation Of Damned" jest drugim albumem wydanym pod szyldem Hollywood Records. Tym razem komercyjne podejście z "Lead Sails Paper Anchor" zostało wyparte przez bardziej wyraziste dźwięki.  Potwierdza to pierwszy w kolejce "Stop! Befeore It's Too late And We've Destroyed It All". Słuchacza bez ostrzeżenie atakuje świetne wejście Dana Jacobsa oraz nawiązujący do korzeni śpiew Alexa. Dalej jest równie dobrze. W "Bleeding Is A Luxury" masywny breakdown w pewnym momencie przeplata się z symfonicznymi wstawkami , co robi olbrzymie wrażenie. Podczas blisko godzinnej sesji wielokrotnie natrafimy na podobne motywy. W rolę przysłowiowej wisienki na torcie wcielił się "You Were The King, Now You're Unconscious" który został skomponowany z niemal filmowym rozmachem. Co ciekawe, na play listę trafiło także kilka kontrastów. Idealnym przykładem jest utwór "Wait For You", pełnoprawna ballada podszyta radiowym stylem.

Ku ścisłości - materiał wchodzący w skład "Congregadtion Of Damned" nie stanowi kroku milowego w twórczości Kalifornijczyków. Obrazowo mówiąc, krążek przypomina postać Harveya Denta. Z jednej strony mamy charakterystyczne dla "Lead Sails Paper Anchor" melodyjne riffy i śpiewne refreny. Nie należy jednak dać się zwieść pozorom. W momencie, w którym godzimy się z tym faktem, nasze uszy atakuje szczekliwy growl oraz znane z minionych lat screamo. W połączeniu z cięższym, acz wyważonym brzmieniem otrzymujemy prawdziwie energetyzującą mieszankę. Na słowa pochwały zasługuje również Jacobs, który najzwyczajniej w świecie potrafi zachwycić. Nie ma co ukrywać, jego podejście do gry często przybiera formę shreddingu, jednak nie można odmówić mu sporej dozy artyzmu.

Przez dekadę estradowej obecności Atreyu przebyło długą drogę. Czas ten nie został zmarnowany. Mimo sukcesów zespół nieustannie zmieniał koncepcję i szukał nowych rozwiązań. Ich najmłodsze dziecko bezsprzecznie jest owocem tej ewolucji. Co prawda fani "The Curse" mogą poczuć się zawiedzeni, jednak nawet oni powinni docenić pracę ich ulubieńców. W końcu zamiast dobrego albumu mogliśmy otrzymać niekończącą się historię.

Michał Zieliński