Kup Magazyn Gitarzysta
Anshur-Za - Thy Disease

Anshur-Za

Wykonawca:

Thy Disease

7 /10

No i doczekaliśmy się nowej "wielkiej trójcy" polskiego metalu. Hate, Crionics i Thy Disease, bo o nich mi chodzi, to rodzimi liderzy czegoś, co nazwać można futurystycznym, chłodnym, industrialnym death metalem. Trochę im jeszcze brakuje żeby wstrząsnąć światem, ale na lokalnym poletku mogą pomieszać niejednemu metalowi w łebku.

"Anshur-Za" to następca wydanego trzy lata temu albumu "Rat Age", który zapoczątkował historię Syndykatu, która ma rozwinięcie na nowym wydawnictwie Thy Disease. Teksty, wydanie całości i muzyka łączą się więc w jedną całość - całość chłodną, apokaliptyczną i ze sterylnym klimatem. Całość, której może brakuje jeszcze trochę do perfekcji, ale wytycza dobry tor rozwoju dla Krakusów.

Zacznę od biadolenia. Otóż nie do końca pasuje mi brzmienie "Anshur-Za"... Zbyt wypchnięta do przodu elektronika, troszku zbyt kartonowa perkusja i schowane w tle a naprawdę miło rzeźbiące gitary odbierają trochę mocy temu wydawnictwu. No i, mimo iż mi pasuje ona w stu procentach, to niektórym ta elektronika z nowej płyty Thy Disease może stanąć kością w gardle. To nie jest industrial spod znaku Fear Factory czy SYL, często mamy do czynienia z czymś zahaczającym o EBM czy jakieś ordynarne electro. Ale grzebanie i babranie się w charakterystyce klawiszy nie ma sensu gdy dźwięki tworzą spójną całość - a tak niewątpliwie jest z "Anshur-Za".

Powybrzydzałem czas więc na dobre słowo, a nawet słowa. Thy Disease stylistycznie oddalił się od dawnej szufladki black/death, tworząc niejednoznaczną i niepokojącą całość, w której ten potoczny obecnie dla nich "industrial death metal" to tylko wyjściowa ich poszukiwań. Owszem, "Anshur-Za" to wciąż ekstremalny metal, momentami nawet bardzo, ale muzycy z Krakowa nie ograniczają się w obrębie jednego konkretnego gatunku i można na ich nowej płycie znaleźć wiele ciekawych rozwiązań, bliższych np. modern metalowi, electro, czy jakiegoś nu core'a. Co ciekawe mamy też na "Anshur-Za" jawnie "porywające" fragmenty - czysto śpiewane przez Psycho chorusy, które urozmaicają muzykę, dodają więcej melodii całości i dają odetchnąć od przytłaczającej atmosfery krążka.

Co do tego klimatu - kto lubi apokaliptyczne reminiscencje w muzyce, ten zostanie kupiony przez "Anshur-Za" for sure! Klimat to słowo-klucz tego albumu. Momentami trochę aż za bardzo klawiszowe pasaże biorą we władanie metalowe instrumentarium, ale przeszywająca, chłodna i niewątpliwie ciekawa otoczka "Anshur-Za" robi swoje! Ale robi też coś więcej... Otóż trochę za mało tu różnorodności... Czyli znowu chwilka na krzywą krytykę. No ale taka prawda - nowa płyta Thy Disease to udane remedium na nudę, które niestety wspomniany stan samemu może wywołać. Trochę za mało tu urozmaiceń, mimo wielkich możliwości krakowskiej ekipy.

"Anshur-Za" to koncept i koncepcja na przyszłość dla Thy Disease. Krążek ten ma multum dobrych rozwiązań, ale posiada też nabite armaty, które nie wystrzeliły. Miejmy nadzieje, że w przyszłości wypalą z pełną mocą. Tymczasem delektujmy się niejednoznaczną, futurystyczną nową propozycją Krakusów.

Grzegorz Żurek