Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Sanctify The Darkness

Sanctify The Darkness - Suicidal Angels

Sanctify The Darkness

Wykonawca:

Suicidal Angels

6 /10

Zespół istnieje już parę lat. Pełnometrażowy debiut ukazał się w 2007 roku nakładem OSM Records. I nagle bum - w nagrodę za zwycięstwo w jakimś tam konkursie zespół podpisał kontrakt z Nuclear Blast. Swoją drogą ciekawe, czy jest w tej firmie choć jedna osoba, która ogarnia cały katalog wydawniczy zgromadzony przez lata przez tego molocha. Osobiście stawiałbym na kogoś od pakowania paczek.

Tak czy owak, Niemcy ostro promują młodą kapelę, rodem ze słonecznej Hellady. Po prawdzie, nie do końca wiem, co jest tego powodem. Owszem, "Sanctify The Darkness" to bardzo solidny kawałek oldschoolowego, a zarazem klasycznego thrashu, ale czy naprawdę z aż takim potencjałem? To jednak nie moje zmartwienie, no chyba, że zaproponują mi w końcu fotel szefa wytwórni, ile można czekać? Faktem jest, że wszyscy tęskniący do czasów, kiedy thrash metal święcił triumfy po obu stronach oceanu, powinni być zadowoleni z tego materiału. Jest tu agresja, kłujące, ostre riffy, solówki i odpowiednia, czasem niemal zawrotna szybkość. Są dłuższe kawałki i dwuminutowe pociski, pędzące z prędkością światła. Jest nawet instrumentalny pędziwiatr, kończący się zanim ktokolwiek zdąży go zauważyć. Nie ma ballady. W zamian klasyczny thrashowy wokal i układ kawałków - zwrotka, refren, zwrotka, refren, solo, refren, z ewentualnymi drobnymi modyfikacjami, a całość materiału nie przekracza 40 minut. Wyraźny grecki akcent wokalisty nie razi, a nawet dodaje całości swoistego smaczku. Co więcej, nazwa kapeli w jakiś sposób wybija się z tłumu Eliminatorów, Dekapitatorów czy Violatorów, choć oryginalnością nie grzeszy. Jest tu więc wszystko co trzeba, ale niestety ani krzty więcej. Z jednej strony, solidny warsztat i rzemiosło na wysokim poziomie. Z drugiej jednak nic, co mogłoby wywołać szczególne uniesienie. Mam nawet chwilami wrażenie, że "Sanctify The Darkness" powstał dokładnie według recepty z poradnika typu "Jak stworzyć idealny thrash metalowy album", "Death metal jest z Marsa a Thrash metal z Wenus" czy "Thrash metal dla idiotów".

Fajnie posłuchać czasem takiego grania, bo panowie naprawdę dobrze sobie radzą, ale i tak zawsze częściej będę wracał do klasyki gatunku. Tak czy owak polecam każdemu, komu dobrego thrashu nigdy za wiele.

Szymon Kubicki