Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Symphony For The Devil

Symphony For The Devil - Type O Negative

Symphony For The Devil

Wykonawca:

Type O Negative

2 /10

Nie znoszę, po prostu nienawidzę, jak koncert na DVD przerywany jest jakimiś wstawkami. Burzy to całkowicie dramaturgię występu i cholernie utrudnia jego oglądanie. Pół biedy, jeśli gig przerywany jest krótkimi filmikami, pokazującymi wydzierających się fanów (np. Slayer "War At The Warfield") czy fragmentami wywiadu (np. Dead Can Dance). Ale poziom mojej tolerancji został zdecydowanie przekroczony podczas oglądania tego DVD.

Co kilka utworów zespół serwuje bowiem widzowi kilkuminutowe filmy z życia na trasie. Możemy więc zobaczyć Petera na kiblu, Petera sikającego, Petera pierdzącego, Petera leżącego na jakiejś dziwce (zasnął biedaczek, nic dziwnego, że panny go nie lubią, skoro tylko na tyle go stać), chwalenie się swoimi jajami przez jednego z - nomen omen - członków ekipy, czy też fantastyczne ujęcie gołej dupy wystawionej z okna autokaru. Nie rozumiem, dlaczego DVD muzyczne musi zawierać takie bzdety. Jeśli już zespół nie mógł się powstrzymać, można je było upchnąć gdzie indziej, najlepiej na drugim krążku. Po muzycznym DVD oczekuję koncertu i nie chcę być zmuszany do oglądania takiego syfu. Oczywiście to jeszcze nie wszystko, bo pozostałe ujęcia zza kulis pokazują m.in., że jedną z ulubionych zabaw Amerykanów jest malowanie flamastrami mord nawalonych jak stodoła kolegów. Zresztą scenki kręcone głównie we wnętrzu autokaru są niesamowicie nudne i bardzo mało śmieszne. Choć to może tylko ja nie mam poczucia humoru? Przez całe DVD przewija się postać małego, łysego i grubego członka ekipy, który dwoi się i troi, aby wszystkich rozbawić, ale jego żarty na poziomie 10-latka mogą trafić wyłącznie do równolatków. Swój poziom Amerykanie ujawniają również w trakcie "specjalnego" wywiadu zamieszczonego w dodatkach, po obejrzeniu którego mam wrażenie, że Peter Steele padł ofiarą lobotomii mózgownicy.

Co o samym koncercie? Został on zarejestrowany na festiwalu Bizarre w 1999 r., a większą część setu wypełniają kawałki z "October Rust". Koncert trzyma niezły poziom i ocena byłaby wyższa, gdyby nie opisane powyżej "dodatki". Swoją drogą ciekawy jest kontrast pomiędzy romantycznie pierdzącym Steelem, a następnie słodko mruczącym ze sceny "let me love you to death". Jako bonus, a właściwie bonusik, wytwórnia dorzuciła jeszcze płytkę audio zawierającą medley 3 piosenek Santany w wykonaniu ToN. Czas trwania tej mikroskopijnej gratki dla fanów - 6 minut. Żenada Panie Steele.

Szymon Kubicki