Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Metafiction

Metafiction - Votum

Metafiction

Wykonawca:

Votum

7 /10

Wszystkim tym, którzy rok temu bardzo pozytywnie zaskoczyli się debiutem Votum śpieszę z informacją, że na "Metaficition" jest gorzej niż na jedynce. Ale to nie znaczy, iż jest źle, o nie, nie zrozumcie mnie opacznie. "Time must have a stop" ustawił po prostu bardzo wysoko poprzeczkę, a Votumowa dwójka to tylko czy aż płyta fajna, ale już nie porywająca.

Nie porywająca bo "Metaficition" to granie głównie prog-rockowe, momentami wręcz art-rockowe. Votum kojarzeni onegdaj byli ze sceną heavy, ale te czasy odeszły już  w niepamięć zastąpione przez łagodniejsze, bardziej oniryczne, wręcz (w sumie nomen-omen) metafizyczne oblicze nowej muzycznej propozycji Warszawiaków. "Metal" wyłapałem ledwo parę razy (np. w samej końcówce albumu), gdy całość zrywa się do szaleńczego galopu. "Metaficiton" jednak to głównie poetyckie, natchnione i zwiewne opowiadanie historii, którą tworzą liryki, dźwiękowo lekko kojarzące się z trylogią Riverside (aczkolwiek jest to moje dalekie i osobiste skojarzenie. Zbyt dużo różnic, chociażby w brzmieniu klawiszy).

I trochę smutne to, że Votum tak naprawdę najbardziej przekonuje w troszkę mocniejszej formule. Hiciarski "Glassy Essence" z niemal Portnoy'ową jazdą po blachach w tle, Dream Theater'owy "Stranger than Ficition" czy końcówka "Indifferent" sprawdzają się o wiele lepiej niż "Falling Dream" czy "Home". Ale to moje osobiste odczucie, bo w tych wolniejszych, bardziej klimatycznych kawałkach też wiele się dzieje, hej, wszak mamy do czynienia z progiem! Taki "December 20th" wieńczący dzieło oferuje nam ciekawe zmiany rytmu, bujające klawisze w tle, słowem co chwila coś zaskakuje i nie pozostawia obojętnym.

I tu dochodzimy niejako do sedna - nawet gdy za pierwszym razem niezbyt spodoba wam się "Metaficition" dajcie tej płycie jeszcze szansę. Trzeba się w nią wgryzać, wyłapywać smaczki, zamysł. Wiem że to niezbyt popularne podejście w dzisiejszym świecie, gdzie wszystko ma być "od razu" i "na już", no ale cierpliwość i wytrwałość to zacne cnoty. Coś czego natomiast nie można odmówić nowemu albumowi Votum na wejściu to świetne melodie i atmosfera całości - ta kupuje słuchacza od początku.

Płyta dla słuchacza wysmakowanego i poszukującego. Fani lżejszych odmian progu na pewno będą zachwyceni, a ci, którym na co dzień bliżej metalu, też powinni dać szansę temu albumowi. I chociaż chwilami będziesz miał większą ochotę ziewnąć przy "Metaficition" niż skupić się na niuansach krążka, to takie momenty jak podniosłe fragmenty "December 20th" rekompensują czas spędzony z tym albumem. Nie ma tego "czegoś", ale czego tu nie ma. Mocna siódemka.

Grzegorz Żurek