Świat się kończy, pomyślałem sobie, gdy usłyszałem, że Mystic nosi się z zamiarem wydania płyty kapeli kojarzonej z nurtem emocore. Ale po raz kolejny życie udowodniło, że nie wolno osądzać książki po okładce. Debiut Mouga to rzecz tryskająca witalnością i radością grania. Przy tym muzyka pozostaje przebojowa, ambitna i daleko jej od typowego emo pitolenia. Gotowi na więcej? Start!
Nie do końca rozumiem co w świecie dzisiejszej ciężkiej muzyki można określać mianem "alternative", przyznaje. Jakaś podrzędna rockowa kapelka do krzyczanych zwrotek dodaje śpiewany refren - alternatywa. Garażowy band do deathcore'owego utworu dokooptował rockową solówkę - alternatywa. Ale chyba nie tędy droga w rozumienia tego rozległego terminu. Bo alternatyw nie jest 4, a dwie - albo coś jest w miarę inne od stylu reprezentowanego przez szereg różnorakich kapel, albo tak naprawdę takie same. Nasz nowy rodzimy skarb, Mouga, oferuje nam właśnie coś innego, różniącego się od całej tej zachodniej popeliny, a przy tym znowu nie skręca w rejony, gdzie są niemożliwi do sklasyfikowania. I to czyni ich naprawdę fajnymi po prostu - ich muzyka kojarzyć się może z tym lub innym nurtem, a przy tym brzmią świeżo i wciąż szukają nowych rozwiązań w kompozycjach.