Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Great Cessation

The Great Cessation - Yob

The Great Cessation

Wykonawca:

Yob

9 /10

To się nazywa powrót! Co prawda Yob nie było na muzycznej scenie raptem dwa czy trzy lata, do tego w międzyczasie Mike Scheidt popełnił fenomenalny album pod szyldem Middian, ale i tak jestem zmiażdżony potęgą "The Great Cessation". W gruncie rzeczy, jak dla mnie, wszystko jedno jaka nazwa będzie widnieć na opakowaniu, byleby muzyczna zawartość zawsze osiągała tak wysoki poziom.

Yob to zawsze gwarancja najwyższej jakości. Nie może więc dziwić, że tak jest i tym razem. Skromny, ascetyczny digipack skrywa tony czarnej lawy nieubłaganie pochłaniającej wszystko, co miało nieszczęście znaleźć się w jej zasięgu. Mnie to wcale nie przeraża i z entuzjazmem skaczę na łeb w sam środek mrocznej kipieli. Już pierwszy na płycie "Burning the Altar" to wspaniała wizytówka całego albumu, a zarazem kwintesencja stylu Yob, gdzie słychać także wyraźne echa Middian.

Zespół nie zmienił się zbytnio, charakterystyczny styl Amerykanów słychać tu od razu. Niewiele kapel potrafi pisać ponad 10-minutowe kawałki, które, mimo że oparte w zasadzie na jednym czy dwóch stale powtarzanych motywach, inkrustowanych różnymi ozdobnikami, są jednak tak niesamowicie hipnotyczne i wciągające. W tej dziedzinie Yob osiągnął absolutne mistrzostwo.

Niektórzy twierdzą, że to album trudniejszy w odbiorze niż poprzednie. Nie podzielam tej opinii, choć faktem jest, że fragmenty choćby "The Lie That is Sin" czy apokaliptyczny "Silence of Heaven" (który powinien raczej nosić tytuł "Screams of Hell") mogą zamęczyć niejednego nieprzygotowanego na obcowanie z czymś tak bezlitosnym. Całość wieńczy dwudziestominutowy świetny utwór tytułowy, który za pomocą niemal post rockowych fragmentów przynosi nieco wytchnienia i przygotowuje słuchacza do ponownego naciśnięcia "play".

Albumy takie jak "The Great Cessation" to dla mnie majstersztyki współczesnego sludge/doom. Pełna rekomendacja.

Szymon Kubicki