Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Opus Ribcage

Opus Ribcage - Ribspreader

Opus Ribcage

Wykonawca:

Ribspreader

Gatunek:

Death metal

6 /10

Rogga Johansson z uporem godnym lepszej sprawy wciąż stara się udowodnić, że szwedzki death metal żyje. Pewnie, że żyje i ma się bardzo dobrze, ale nie przeceniałbym wkładu najnowszego krążka Ribspreader w ten stan rzeczy.

Owszem "Opus Ribcage" to całkiem solidny materiał. Ma on typowo szwedzkie brzmienie w stylu Sunlight we wczesnych latach 90', cechuje się prostotą i chwytliwością oraz odpowiednim ładunkiem brutalności, nie pozbawionej jednak melodyki. Dobry growling i nieco grobowej atmosfery. Do tego bujający feeling, który sprawia, że chwilami głowa kiwa się sama do rytmu. Dla mnie takie cechy to zazwyczaj wystarczająca recepta na udany krążek. "Opus Ribcage" jest jednak udany zaledwie w połowie. Niestety, tym razem zabrakło bowiem choćby odrobiny polotu, to jest tego, co zwykło nazywać się iskrą bożą. W rezultacie Ribspreader zbyt często przekracza granice przeciętności. Zwłaszcza w porównaniu z dwoma pierwszymi, naprawdę przyzwoitymi albumami zespołu. Problemem tej płyty jest przede wszystkim to, że w znacznie większym natężeniu występują na niej słabostki widoczne już w przeszłości. O ile wtedy były to jednak naprawdę słabostki, to teraz są to już spore minusy.

Przede wszystkim chodzi o skłonność do nudzenia słuchacza. Uwagę przyciąga najwyżej pierwsza połowa płyty. Im dalej w album, tym reszta staje się coraz mniej ciekawa, coraz bardziej monotonna i praktycznie nierozróżnialna. Nie ma tu choćby jednego utworu, który mógłby stać się wizytówką płyty. Być może takie było zamierzenie Johanssona - nagrać album prostszy i bardziej bezpośredni, pozbawiony jakichkolwiek ozdobników, w tym solówek. Tych ostatnich szkoda mi najbardziej, bowiem te, które znalazły się na "Bolted to the Cross" oraz "Congregating the Sick" były całkiem interesujące. Wtedy jednak gościnnie odpowiadał za nie Dan Swano, a na "Opus Ribcage" wszystkimi partiami gitar zajął się sam lider. Jeśli więc taki był zamiar Roggi, to chyba nie do końca wszystko wyszło jak trzeba.

Oldschool nie oznacza monotonii i nie zwalnia z obowiązku komponowania interesujących utworów. Żeby nie szukać daleko, wystarczy spojrzeć choćby na Death Breath. Na pewno będę jeszcze do Ribspreader wracał, ale raczej nie do "Opus Ribcage".

Szymon Kubicki