Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Assassins: Black Meddle Part I

Assassins: Black Meddle Part I - Nachtmystium

Assassins: Black Meddle Part I

Wykonawca:

Nachtmystium

Gatunek:

Black metal

8 /10

Kojarząc nazwę zespołu i stylistykę w jakiej się obraca, ale nie znając jego muzyki nie spodziewałem się, szczerze mówiąc, po recenzowanym krążku niczego szczególnie pasjonującego. Tym samym moja ignorancja została surowo ukarana, bo "Assassins" jest zdecydowanie bardzo dobry. Nie wiem jak ma się on do wcześniejszej twórczości  Nachtmystium, wiem za to, że muzyczna propozycja kapeli, daleko wychodząca poza ramy black metalu trafia do mnie bez pudła.

Oczywiście nie ona pierwsza i nie ostatnia wykazuje tak reformatorskie ciągotki, nie zamierzam więc forsować tezy o jakimś szczególnym wizjonerstwie Amerykanów. Nie ulega jednak wątpliwości, że źródło, z którego zespół zaczerpnął swoje inspiracje nie bywa zbyt często wykorzystywane przez inne black metalowe akty. Producentem tego materiału jest Stanford Parker znany przede wszystkim z Minsk. On też odpowiadał za miksy i elektronikę (również syntezator Mooga). Natomiast świetną partię saksofonu w "Seasick, Part II: Oceanborne" popełnił Bruce Lamont z Yakuza i dziesiątków innych kolaboracji. Te nazwiska, trasa, którą Nachtmystium zagrał w Stanach u boku m.in. High on Fire i Baroness, a także nawiązania do Pink Floyd w tytule płyty oraz tytule pierwszego utworu mogą w jakiś sposób podpowiedzieć, że black metal to niekoniecznie podstawowy kierunek, w którego stonę patrzy Blake Judd. Konsekwentnie utrzymuje on zresztą w wywiadach, że Nachtmystium nie jest blackmetalowym zespołem.

Co z tego wszystkiego wynika? Wynika z tego płyta intrygująca, obfitująca w różne klimaty, wciągająca słuchacza od pierwszych dźwięków, czasem wręcz hipnotyzująca (np. znakomity "Code Negative" z floydowską solówką). Wbrew temu co twierdzi lider kapeli, fundamentem muzycznej budowli "Assassins" pozostaje black metal, połączony z epickimi klimatami a’la Primordial czy nawet Agalloch (gitary w "Ghost of Grace"). Jednak nad fundamentami wznosi się jeszcze pare pięter zamieszkałych przez inne dziwne stwory. Zapraszam w odwiedziny, bo naprawdę warto.

Szymon Kubicki