Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Cornerstone Of The Macabre

Cornerstone Of The Macabre - Phazm

Cornerstone Of The Macabre

Wykonawca:

Phazm

Gatunek:

Death metal

7 /10

Osmose reklamuje swoich podopiecznych z Phazm jako jedna z najbardziej wyróżniających się i kreatywnych istniejących obecnie kapel. Dzisiaj takie słowa odnoszone są do niemal każdego zespołu i w większości przypadków mało kto bierze je na serio. W tym przypadku jest jednak trochę racji, bo Francuzi od samego początku starają się łamać schematy i tchnąć w swoją muzykę sporą dawkę innego spojrzenia.

Muszę przyznać, że bardzo mi te zabiegi w ich wykonaniu odpowiadają. Kiedy więc Phazm przeszło dwa lata temu zagrał w Warszawie koncert na trasie z Decapitated, byłem prawdopodobnie jednym z nielicznych, a może nawet jedynym osobnikiem wśród obecnej na sali garstki ludzi, który przyszedł na koncert właśnie dla nich. "Cornerstone of the Macabre" jest generalnie utrzymany w podobnym stylu co "Antebellum Death’n’Roll", niestety brak mu jednak nieco polotu i świeżości charakterystycznych dla tego albumu. Termin death’n’roll nadal pasuje do muzyki Francuzów, choć mam wrażenie, że nowa płyta jest nieco cięższa i mocniejsza niz poprzedniczka jak również bardziej konwencjonalna i w tym względzie nieco bliższa debiutowi. To dla mnie pewne zaskoczenie, gdyż szczerze mówiąc miałem nadzieję, że kapela pójdzie jeszcze dalej w kierunku inkorporowania bluesowych elementów do swojej muzy, gdyż właśnie to nadawało jej unikalny charakter. Te słychać najwyraźniej przede wszystkim w "Mucho Majo" (doskonały początek zagrany techniką slide - uwielbiam takie fragmenty) oraz w "Stange Song", brzmiącym jakby wykorzystano tu steel guitar. Jest także partia harmonijki w niemal doomowym "Welcome to my Funeral", ale brakuje mi szerszego wykorzystania tego instrumentu, bo wnosi on niesamowity klimat. Bardzo interesujący zabieg został zastosowany także w motorycznym "Damnation", w którym sekcja rytmiczna korzysta z patentów charakterystycznych dla muzyki psychobilly (choć każdy, kto się dobrze wsłucha usłyszy je również w paru innych miejscach). Do tego dochodzą świetne partie solowe gitary.

Wszystko razem daje interesujący, chwytliwy album, który jednak nie robi już takiego wrażenia. Nie do końca również rozumiem sens umieszczania na tym krążku covera w postaci "Damage Inc.", gdyż nie bardzo pasuje mi on do całości i sprawia wrażenie upchniętego na siłę. Generalnie myślę, że Phazm stanął na rozdrożu i nie bardzo wie do końca w którą stronę ma podążyć. Następny album zadecyduje czy do muzyki Francuzów wciąż będą pasować przytoczone na początku tej recenzji slogany wytwórni.

Szymon Kubicki