Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Painful Stories Told With A Passion For Life

Painful Stories Told With A Passion For Life - Our Survival Depends On Us

Painful Stories Told With A Passion For Life

Wykonawca:

Our Survival Depends On Us

Gatunek:

Doom metal

8 /10

Długaśna, zaangażowana nazwa zespołu brzmi niemal jak coś w rodzaju ekologicznego manifestu, ale tematów o drzewach czy wielorybach nie odnalazłem w ich tekstach. Jest tu natomiast antyreligijnie i to stanowi pewną wskazówkę, na czym polegać ma nasze ocalenie. Temat to nie nowy i prześwietlony pod każdym kątem, więc lepiej skupić się na muzyce.

Choć album wydała wiedeńska PsycheDOOMelic, to jego okładka, sam nie wiem właściwie dlaczego, zasugerowała mi jakieś okołogrindowe młócenie. Na szczęście, skojarzenie okazało się zupełnie nietrafione. Zamiast tego "Painful Stories Told with a Passion for Life", jak na doomowe klimaty przystało, po brzegi wypełniony jest bólem istnienia. Kiedy słucham tej płyty, do głowy przychodzą mi przede wszystkim nazwy Neurosis i Crowbar, połączone z hipnotyczną mocą Yob (zauważalną np. w "Last Act of Bravery"). Podobieństwa polegają tu nie tyle na zbliżonych patentach muzycznych, choć te też są dość wyraźne (choćby partie wokalne), co raczej na ogólnym, przygnębiającym i posępnym klimacie tego materiału. Austriacy cierpią bardzo, życie daje im po dupie, nie ma kto ich przytulić, piwo znowu podrożało, a sklepy pozamykane i nie ma gdzie kupić żyletek. Jednym słowem "My whole life is a lie!". Pewnie dlatego, że "I'm tired, discharged, sick and broken!". Być może nie brzmi to zachęcająco, ale nie da się ukryć, że "Painful Stories Told with a Passion for Life" to kawał naprawdę interesującego grania. Pomimo wyżej wymienionych inspiracji, zespół cierpi po swojemu i w żadnym momencie nie odnoszę wrażenia, że nachalnie klonuje zagrywki charakterystyczne dla bardziej znanych kolegów po fachu. To zdecydowanie wyróżnia tę płytę z licznego grona pilnych kopistów Neurosis.

Kapela ma własną wizję i umiejętnie oraz konsekwentnie ją realizuje. Płyta jest bardzo spójna i dość urozmaicona (oczywiście na tyle, na ile pozwalają ramy gatunku), a w "Angel Ranger" pojawiają się nawet smyczki. Najważniejsze jednak, że po kilkunastu przesłuchaniach materiał wciąż jest interesujący. Warto sprawdzić samemu.

Szymon Kubicki