Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Echoes Of Yul

Echoes Of Yul - Echoes Of Yul

Echoes Of Yul

Wykonawca:

Echoes Of Yul

6 /10

Zespołów grających drone jest u nas jak na lekarstwo. Rodzimym muzykom nie trudno się zresztą dziwić, że podchodzą do tego typu muzyki niczym diabeł do świeżej święconki. W końcu gatunek to małopopularny i jak cholera trudny do zrozumienia.

Do tego, gdy na scenie zamiast ognistych solówek gra się jakieś dziwne rzępolenie, na uwielbienie fanek i wszystkie z tego płynące miłe implikacje też trudno liczyć. Nagranie zaś przeboju do nucenia przy użyciu sprzężeń gitar i ambientowych teł równe jest zeru. Tym z większą więc uwagą warto zapoznać się z debiutem Echoes of Yul. O co tym gościom w ogóle chodzi?

Przyznam, że nad albumem zdarzyło mi się siedzieć stosunkowo długo. Nadal nie wiem zresztą czy dobrze odgaduje intencje muzyków. Punktem wyjścia zdaje mi się tutaj dźwięk i formy jakie przybiera. Tradycyjnie pojmowanych melodii nie ma tutaj prawie wcale. Nawet, kojarzący się trochę z Tides From Nebula, delikatny początek "Midget" szybko ustępuje ciężkiemu, mrocznemu, doomowemu riffowi. Zdecydowanie większy nacisk położono tutaj na "zabawy" z przesterami, szumy i ambientowe tła, dominujące na całym krążku. Zauważyć można także pewną fascynację brzmieniem ludzkiego głosu. Echoes of Yul bynajmniej nie interesuje wokal, ale same wypowiadane frazy czy pojedyncze zdania. Pod tym względem najciekawiej prezentuje się "32 (Everlasting Drifting)", w którym słychać coś na kształt zmiksowanego operowego śpiewu, a także pewne trudne do nazwania nieartykułowane ludzkie odgłosy.      

Największym minusem albumu jest jego długość. Niestety muzykom brakuje chyba jeszcze pewnego dystansu i umiaru w stosunku do swojej twórczości. Całość brzmi bowiem tak, jakby na płytę wrzucono wszystkie pomysły, jakie przyszły jej twórcom do głowy. Przez to cały materiał dość szybko zaczyna się ze sobą zlewać, a poszczególnym utworom brakuje indywidualnego charakteru. Zdarzają się i wyjątki jak choćby bardziej metalowy "Clean" czy wspominamy "32", będący dobrym przykładem na to, że muzycy Echoes of Yul są sprawnymi kompozytorami, potrafiącymi zadbać o dramaturgię utworu. Niestety w przeważającej części materiału tego brakuje. Powtarzalność riffów i pomysłów zamiast hipnotyzować chwilami nuży. A to niestety największy grzech tego typu muzyki. Gdyby tak skrócić album o połowę byłoby dobrze, a tak jest przeciętnie.  

Echoes of Yul należy się szacunek choćby za fakt, że grają muzykę tak nieznaną w naszym kraju jak drone. Słychać, że grupa ma potencjał do pisania intrygujących kompozycji. Przez to też z ciekawością czekam na ich kolejną propozycję zgrzytów i sprzężeń. Byle tylko w trochę bardziej umiarkowanej formie.

Jacek Walewski