Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Bees Made Honey In The Lion's Skull

The Bees Made Honey In The Lion's Skull - Earth

The Bees Made Honey In The Lion's Skull

Wykonawca:

Earth

Gatunek:

Drone

9 /10

Przyznaję bez bicia, że twórczość Earth znam raczej wybiórczo. Jakoś nie przepadam za tak skrajnie drone’owymi dźwiękami, bez względu na to czy w wykonaniu Earth czy najbardziej kultowych nudziarzy wszechświata czyli Sunn O))). Jakoś więc przegapiłem moment, w którym po reaktywacji Earth pożaglował w zupełnie inne rejony, wiem za to jedno - podoba mi się ten kierunek podróży.

Zresztą szczegółowa znajomość dyskografii Amerykanów z lat 90 nie pomoże wiele w kontakcie z "The Bees Made Honey in the Lion's Skull", płycie kompletnie nie pasującej do pierwotnej drone’owo-doomowej inkarnacji zespołu. Zapewne dzięki temu album tak mi się podoba. Wytwórnia wspomina o amerykańskim gospel, niektórzy widzą w tym country, czy też post country. To chyba trochę za dużo powiedziane. Owszem tradycyjne amerykańskie "westernowe" klimaty są wyczuwalne, ale nadają one tylko (i aż) interesującego smaczku instrumentalnej muzyce Amerykanów, której jednak obecnie najbliżej jest do post rocka. O wyjątkowości tego materiału pośród innych podobnych produkcji świadczy jednak nie tylko wspomniana amerykańska folkowa nuta, ale również technika gry na gitarze Dylana Carlson. Rozmyte, długie, wibrujące drone’owe dźwięki tego instrumentu są jedynym punktem stycznym z przeszłością kapeli, tutaj jednak nadają albumowi marzycielskie, trochę sielankowe oblicze i determinują niespieszne, wyluzowane tempo. Gdy dochodzą do tego jeszcze partie gitary w wykonaniu Billa Frisella, który gościnnie pojawił się w trzech utworach, ten efekt jest jeszcze bardziej piorunujący. Ale nie samą gitarą "The Bees Made Honey in the Lion's Skull" stoi. Nie można nie zwrócić uwagi na rewelacyjne wykorzystanie pianina i hammondów (np. "Hung From The Moon") oraz doskonałą grę Adrienne Davies na perkusji. Bardzo oszczędne, wyważone użycie tego instrumentu to drugi najważniejszy czynnik nadający temu krążkowi niemal magicznej aury.

Dzięki tym wszystkim elementom muzyka płynie łagodnie, powoli sączy się do świadomości słuchacza, ale efekt jaki wywołuje jest niesamowity. "The Bees Made Honey in the Lion's Skull" dzięki swojemu ilustracyjnemu charakterowi jest bardzo bliski muzyce filmowej i doskonale nadawałby się do jakiegoś soundtracku. Oczywiście ascetyczna akcja tego obrazu (być może melancholijnego filmu drogi?) musiałaby dziać się gdzieś na spalonym słońcem, przykurzonym południu Stanów. Doskonała, piękna w swojej prostocie płyta.

Szymon Kubicki