Ostatnio jestem zbyt łaskawy, to fakt. Nie wiem, wpływ Marsa czy innego Plutona? Może powoli nadchodzi era Wodnika? Albo nastawiam się optymistycznie bo świat i tak pierdolnie w 2012, filmy przecież o tym kręcą czyli poważna sprawa, co nie? A tak na serio, to jestem łaskawy, bo sytuacja tego ode mnie wymaga. Bo czegóż tu się uczepić mam, gdy dostaje na warsztat takie zacne rzeczy jak demówka Fadead "One Second of Life"?
Słowem wyjaśnienia - Fadead, to wierząc oficjalnym źródłom, ciechanowsko-warszawski konglomerat muzykantów, pragnących grać dźwięki synkretyzujące rocka i metal. W logo mają obrys dwóch nagich dzierlatek, a w znajomych na myspace Godsmack, Drowning Pool i Black Label Society... I to już powinno mniej więcej powiedzieć z czym mamy do czynienia. Z graniem mocno amerykańskim. Ale nie w stylu "zakładamy czapki z prostym daszkiem i wchodzimy po kablach od internetu komuś na dach chałupy być core hard". Godsmack i Drowning Pool wymieniłem nieprzypadkowo.