Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Severed Inception

The Severed Inception - Inevitable End

The Severed Inception

Wykonawca:

Inevitable End

10 /10

Przesłuchałem tę płytę, po czym postanowiłem sprawdzić, co też wydawca (Relapse) raczył napisać o swoich podopiecznych. Sprawdziłem i zacząłem podejrzewać, że Amerykanie rozmijają się z prawdą utrzymując, że to debiut Szwedów i że w zespole jest tylko trzech instrumentalistów. Co więcej, równie trudno uwierzyć, że któryś z nich nie grał wcześniej w jakimś bardziej znanym bandzie. A jednak żaden nie był członkiem Grave, Entombed czy choćby koncertowego składu Roxette. Nieprawdopodobne.

Materiał trwa 35 minut i trzeba przyznać, że panowie z Inevitable End nie marnują czasu. Muzyka jest tak bogata w dźwięki, tak intensywna, tak potężna brzmieniowo (ukłony dla producenta), że trzeba wielu odsłuchów, by dobrze poznać zawartość krążka. Wytwórnia poleca tenże fanom Cannibal Corpse, Behemoth, Nile czy Suffocation. Ja bym dodał jednak Skinless, nieco zapomniane już Morbid Angel i Malevolent Creation, a z tych wskazanych przez wytwórnię zostawiłbym Nile i Suffocation. Dodać do tego tu i ówdzie wkomponowane fragmenty w stylu nieodżałowanego grindowego Nasum i mamy mniej więcej obraz tego, co oferuje Inevitable End na rzeczonym debiucie. Można sobie wyobrazić, że niełatwo jest grać taką muzykę, trzeba nie lada umiejętności, by skomponować i odegrać takie dźwięki. Dlatego nie mogłem uwierzyć, że mam do czynienia z debiutem, jakby nie patrzeć, niezbyt doświadczonych muzyków, którzy serwują tu absolutnie powalającą dawkę "technicznego, brutalnego death metalu".

Szwedzi od początku albumu atakują z furią - tnące gitary, miażdżące bębny i wokal przechodzący od krzyku do growlu. Świetna produkcja, dzięki której nie ma problemu ze słuchaniem tej kanonady, która z łatwością mogłaby przemienić się w niezrozumiałą kakofonię. Inna sprawa, że Skandynawowie umiejętnie skomponowali swoje utwory, wprowadzając z wyczuciem nieco melodii, przestojów i przestrzeni, co daje słuchaczowi chwilę wytchnienia przed kolejnym frontalnym atakiem na uszy. To jeden z jaśniejszych punktów tego roku na deathowej scenie. Dla mnie i dla każdego fana death metalu ta płyta to pozycja obowiązkowa. Czwórka z Jonkoping rządzi!

Sebastian Urbańczyk