Oto doom/death metal dla prawdziwych ortodoksów. Tylko oni mają szansę przeżyć w starciu z "Silencing the Moments...". Trzeba być prawdziwym ortodoksem, żeby w dobrym stanie przebrnąć przez ten krążek, charakteryzujący się kompletnym brakiem jakiejkolwiek akcji. Niezahartowani zasypiają zanim wybrzmi pierwszy ponaddziesięciominutowy klocek, weterani mają szansę dotrwać do końca, nie wiem jednak po co mieliby to robić.
Na tym krążku nudą wieje od pierwszej do ostatniej minuty, jednostajne smęcenie Remembrance zlewa się w jedną całość i nie powoduje niczego więcej niż natychmiastowego opadu powiek. Ten francuski męsko-żeński duet, składający się z Pana Sztampy i Pani Wtórności, stworzył swoje dzieło prawdopodobnie pozostając w mylnym przekonaniu, że doomować każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej. Otóż nie może. W doom metalu jak w mało którym gatunku potrzebne jest wykreowanie odpowiedniej atmosfery i umiejętność przekucia jej w dźwięki. Nie wystarczy zagrać wolno, rozciągając kompozycje do 10 minut, zaprogramować automat perkusyjny, dorzucić growling i śladowe kobiece wokale. Bez odrobiny pomysłowości pozostaje z tych zabiegów jedynie zbiór smętnych, ciągnących się w nieskończoność, nierozróżnialnych kawałków.