Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Existence Is Futile

Existence Is Futile - Revocation

Existence Is Futile

Wykonawca:

Revocation

7 /10

Czasy są ciężkie, więc wytwórnie prześcigają się w preparowaniu coraz to wymyślniejszych notek promocyjnych na temat swych wydawnictw. Biorąc je na poważnie niemal na każdym kroku natykałbym się na genialne, przełomowe dzieła, stworzone przez fanastycznie oryginalne zespoły. No cóż, w praktyce rzeczywistość zazwyczaj okazuje się zdecydowanie mniej różowa.

Nie inaczej jest z Revocation, za którym stoi trójka młodzieńców rodem z Bostonu, którzy po wydaniu własnym sumptem debiutanckiego krążka trafili pod opiekuńcze skrzydła Relapse. Drugi materiał zespołu, zdaniem speców od marketingu, przekracza wszelkie współczesne podgatunki metalu i bez żadnych wątpliwości sprawia, że Revocation już teraz jest jednym z najlepszych nowych kapel XXI wieku. A świstak siedzi i zawija... Wszyscy, którym powyższy opis nasunął skojarzenia z dillingerowopodobnymi wynalazkami, zapewne poczują się nieco skonfudowani zawartością "Existence Is Futile". Nie dlatego, że jest to materiał zły, ale dlatego, że mimo wszystko raczej konwencjonalny. Amerykanie parają się bowiem dobrze znaną i mocno wyświechtaną mieszanką melodyjnego death metalu i thrashu. Przychodzi mi tu na myśl choćby The Crown, swego czasu w podobny sposób co Revocation łączący melodię z kontrolowaną agresją.

Mimo wszystko można doszukać się tu jednak kilku elementów, które wyróżniają tę kapelę z tłumu i nie pozwalają odstawić płyty na półkę po jednorazowym odsłuchu. Przede wszystkim, zdecydowanie nie można odmówić muzykom znakomitego warsztatu. Dość pokręcone kompozycje prowadzone są lekko i z pomysłem, choć chłopaki nie ustrzegli się niestety przed paroma mieliznami. Chwilami jest też zbyt słodko, ale w granicach normy, przede wszystkim dlatego, że zespół nie odważył się - co za ulga - na czyste partie wokalne. W paru miejscach widać, że Amerykanie zerkają w stronę kanonu technicznego grania - trochę Pestilence (np. kawałek tytułowy), trochę Coroner. Co zaskakujące, w instrumentalnym "Across Forests and Fjords" pojawiają się zagrywki natychmiast przywodzące na myśl ... Immortal. Nie wiem, może biorąc pod uwagę tytuł miało to być coś na kształt pastiszu, ale wyszło naprawdę dobrze. Nawet niektóre solówki stanowią tu wartość samą w sobie, decydującą o obliczu utworu, nie są zaś - jak to zwykle bywa - jedynie dodatkiem wciśniętym na siłę w strukturę kompozycji.

"Existence Is Futile" jest więc materiałem przyzwoitym. Zespół, o ile tylko nie pójdzie w stronę krainy łagodności, ma słyszalny potencjał. Jednak na fanfary i rozwijanie czerwonych dywanów jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.

Szymon Kubicki