Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Remorses To Remember

Remorses To Remember - Pressure Points

Remorses To Remember

Wykonawca:

Pressure Points

5 /10

O tym, że zdecydowana większość fińskich muzyków parających się cięższym graniem ma nieuleczalne ciągoty do słodzenia i melodii nie trzeba nikogo przekonywać. Może to brak słońca sprawia, że bez umiaru sypią cukrem na prawo i lewo, zupełnie ignorując fakt, że nadmiar słodyczy wbrew powszechnemu przekonaniu, szkodzi nie tylko uzębieniu ale i płytom.

Klasycznym tego przykładem są debiutanci z Pressure Points. W ich przypadku sytuacja jest jednak podwójnie skomplikowana, bowiem młodzieńcy ci postanowili zmierzyć się z materią, którą co bardziej światli etykieciarze nazwali progresywnym metalem. W tym przypadku ponoć nawet death metalem, jednak dla mnie  samo użycie growlingu nie uprawnia jeszcze do posługiwania się tym pojęciem. Grząski to grunt, każdy fałszywy krok grozi tu katastrofą, a tylko nieliczni śmiałkowie szczęśliwie osiągają cel podróży. Niestety Finom ta sztuka nie do końca się udała, choć generalnie i tak zaszli dość daleko. "Remorses to Remember" jakoś tam się broni, słychać nawet pewien potencjał, nie mówiąc już o samym muzycznym warsztacie. Materiał ten zawiera jednak również parę elementów, które wpływają negatywnie na ogólny odbiór krążka.

Przede wszystkim zespół, jak na nieodrodnych synów Perkele przystało, nie potrafił zrezygnować z irytującego słodzenia, choć wielokrotnie struktura kawałków wcale tego nie wymaga. Pół biedy, kiedy momenty te są spójne i jakoś powiązane z resztą utworu, jak np. w "The Past Within" - dobrze (przynajmniej w 2/3) ułożonym kawałku, z własną dramaturgią i do tego świetną, choć za krótką klawiszową solówką. Niestety, częściej wygląda to tak, jakby chłopaki bawili się klockami z niepasujących do siebie kompletów, układając je mniej lub bardziej przypadkowo, bez cienia refleksji nad efektem końcowym. Być może wynika to wszystko z nieopierzenia, w każdym razie sporo jest tu naprawdę niezłych pomysłów, nieszczęśliwie zestawionych z totalnie słabymi. Często efekt jest wręcz koszmarny, na przykład fragment z czystymi wokalami w otwierającym całość "Atonement". Właściwie za coś takiego powinien być miesiąc karceru. Podobnie z kolejnym "Temptation of Hate", w którym dimmuborgirowy motyw rozpoczynający utwór i przewijający się w środku nijak nie pasuje do reszty kawałka. Beznadziejnie kiczowaty refren w "Out of Sync" i równie słaby w "Grand Delusion" - drugi miesiąc karceru i na dokładkę kara chłosty. Ciężko jednoznacznie ocenić ten album. Najlepsze są na nim porozsiewane tu i ówdzie fragmenty, czy to klawiszowe czy gitarowe, które jednoznacznie kojarzą się z rockiem progresywnym. Bardziej wyeksponowane i umiejętnie splecione z mocniejszymi partiami mogłyby zaowocować naprawdę niezłym albumem.

Niestety, wszystko, co dobre miesza się tu z niestrawnym lukrem i prowadzącym do nikąd mieleniem, które jak mniemam tuszować mają brak pomysłów. Do poziomu Opeth, który stanowi słyszalny wzór dla Pressure Points, jeszcze bardzo daleka i wyboista droga. Nie wiem, czy dane mi będzie poznać kolejny materiał kapeli, bo sam raczej nie będę go szukał. Mam jednak niejasne przeczucie, że Finowie nadal będą pogrążać się w lukrze. Obym się mylił, bo może wtedy coś sensownego jeszcze z tego będzie.

Szymon Kubicki