Jeśli "Theogonia", poprzednia, dziewiąta płyta Rotting Christ, była "tylko" świetna, tak "Aealo" to, nomen omen, strzał w dziesiątkę! Najnowszy krążek najsłynniejszych metalowych Greków to wzniosłe dzieło z pogranicza atmosferycznego metalu i blacku, wymykające się obu tym konwencją i stanowiące jasną deklarację nowego stylu Gnijącego Chrystusa.
Już otwierający album utwór tytułowy daje nam jasno do zrozumienia z czym mamy do czynienia - przez 3 lata od wydania "Theogonii" Rotting Christ postanowił jeszcze bardziej zagłębić się w muzykę epatującą ich greckim dziedzictwem. Co pozostało w muzyce Hellenów to opętańcze tempa, rzygający wokal Sakisa i wspaniała praca gitar - zarazem jadowita i melodyjna. Rotting Christ jednak ubarwił swą propozycję muzyczną mnogością folkowych elementów i sięgnął po raczej mało metalowe środki wyrazu. Czego my tu nie mamy! Jakieś piszczałki, żeńskie chóry (To nie jest może jakaś nowość w obliczu Greków, ale są one obecnie inaczej używane. Bardziej schowane w tle niż to poprzednio bywało) itp..