Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Host Of Rotting Flesh

Host Of Rotting Flesh - Daemonicus

Host Of Rotting Flesh

Wykonawca:

Daemonicus

Gatunek:

Death metal

7 /10

Denna okładka, niespecjalnie oryginalna nazwa, a do tego debiut. Nie zapowiadało się najlepiej, choć hasła Szwecja i death metal dawały jakiś cień nadziei. Jednak uprzedzenia na bok, bo ku mojemu dużemu zaskoczeniu młodzieńcy z Deamonicus wiedzą, do czego służą instrumenty, a materiał jaki udało im się stworzyć jest na całkiem przyzwoitym poziomie. Niespodziewanie, wręcz zaskakująco niezły.

Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim, w czasach, kiedy niemal wszystkie młode zespoły (oczywiście te, które nie parają się melodyjną pseudodeathmetalową sraczką) gorączkowo starają się przywołać ducha dawnych czasów i być bardziej oldschoolowi niż ich nigdy niedoścignione wzorce (co zresztą wcale nie jest zarzutem) Daemonicus, trzymając się klasycznych kanonów, poszedł nieco inną drogą. Choć tu i ówdzie w recenzjach pojawiają się, jakżeby inaczej, porównania do Entombed, Dismember czy Grave, szczerze mówiąc, nie widzę między nimi większych podobieństw. Zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i w sposobie komponowania widać wyraźne różnice. Brzmienie czytelne, bez żadnych sunlightowych naleciałości, ale jednocześnie nie plastikowe. Nie jest to również materiał szczególnie brutalny. Można powiedzieć, że zamiast agresji zespół postawił na muzykę nieco bardziej wyrafinowaną i urozmaiconą, choć nie przekraczającą ram gatunkowych.

Widać wyraźnie, że kapela nie próbuje grać kawałków opartych na jednej czy dwu zagrywkach. Ciekawostką jest na przykład dodanie partii wiolonczeli w "Rituals". Instrumentu użyto ze smakiem, sposób jego wykorzystania przypomina mi nieco Cadaver na "...In Pains". Na szczęście owo "wyrafinowanie" udało się osiągnąć bez brnięcia w nadmiar techniki i łamania palców na gryfie. Taki kompromis dał niezły efekt, ale z drugiej strony jest głównym powodem moich zastrzeżeń względem "Host of Rotting Flesh". Przede wszystkim całość jest zbyt zachowawcza, brakuje tu masywnego brzmienia oraz nieco większej dawki ciężaru i brudu. Nawet kiedy Szwedzi dość często ładnie się rozpędzają, nie ciągną tego dalej i szybko wycofują się w bardziej umiarkowane obszary. Szkoda, bo takie kawałki jak "Funeral for The Living", "Carnage", "To Feed Upon the Flesh" czy "Swarm of Death" mają zadatki na całkiem mocne pociski.

Widzę tu spory potencjał, zwłaszcza, że do umiejętności chłopaków nie można się przyczepić. Jeśli Szwedzi nie pójdą w stronę melodii i cukierni, a popracują nad wyraźniejszym wyeksponowaniem mocnych fragmentów, może być dobrze. Na razie jest przyzwoicie. Na pewno powyżej przeciętnej.

Szymon Kubicki